Drzewa z zaświata

Przy okazji początku listopada oraz inspirujących zdjęć znajomej autorki postanowiłam napisać wpis o drzewach.  Ale nie o wszystkich, i nie o przypadkowych. O drzewach związanych z zaświatami – tych z ogrodów Hadesa, i tych prowadzących w zaświaty, i tych, które kojarzyły się z dramatyczną śmiercią herosów. Przed nami więc noteczka o topoli, cyprysie, granacie i sośnie.

O topoli była już kiedyś wcześniej mowa, ale zawsze warto przypomnieć sobie pewne fakty.

Populus_alba_branch

Topola biała (Populus alba), zdjęcie użytkownika MPF, na licencji GNU Free Documentation License, Version 1.2

Drzewem najmocniej kojarzonym z zaświatami w greckiej mitologii jest biała topola (gr. λευκή, leukê). Jak wiele roślin mających mityczne znaczenie, biała topola uważana jest za powstałą w wyniku metamorfozy. Imię Leuke nosiła oryginalnie nimfa, a konkretniej – Okeanida, córka Okeanosa i (zapewne) jego małżonki Tethys, boskiej pary patronów pierwotnych wód. Choć może akurat Leuke miała inną matkę? W końcu była nimfą śmiertelną – na tym zasadza się cały jej mit.

Leuke była bowiem pierwszą mityczną ukochaną Hadesa. Władca zaświatów zabrał ją do swego królestwa, chcąc uczynić ją swą małżonką – w końcu jego brat, władca mórz Posejdon, także wziął za żonę morską nimfę (Amfitryta była, w zależności od wersji, albo Nereidą (tak jest m.in. w Teogonii Hezjoda), albo Okeanidą (jak u Apollodora w Bibliotece). Leuke jednak, zgodnie ze swoim śmiertelnym losem, umarła, a zrozpaczony władca zaświatów przemienił ją w drzewo białej topoli, które od tej pory porasta, według mitu, brzegi Acherontu, podziemnej rzeki cierpienia – a także tego Acherontu, który płynie w jak najbardziej realnym greckim świecie, w Epirze, a którego źródła są jednym z najpiękniejszych przyrodniczo miejsc, w jakim zdarzyło mi się być. Grecy wierzyli, że ta rzeka wypływa z zaświatów – rzeczywiście, źródła Acherontu są podziemne, jako że rzeka wypływa z jaskini niedaleko Janiny i jest, jak na Grecję, dość nieludzko zimna. Brzegi obu części Acherontu, tej ludzkiej i tej zaświatowej, miały być porośnięte miłymi bogu zmarłych topolami. To piękne i dające obfity cień drzewo zobaczył kiedyś nad ziemskim Acherontem Herakles i zabrał ze sobą jego sadzonkę do Olimpii, gdzie ustanowił igrzyska ku czci swego ojca Zeusa. Obsadził okolice drzewem, które pozwalało łatwo ukryć się przed słońcem. Może jednak Zeus i Hades dzielili zamiłowanie do białej topoli już wcześniej? W końcu w Elei, greckiej kolonii położonej w dzisiejszej Kampanii na Półwyspie Apenińskim, używano drewna białej topoli w kulcie Zeusa i to z niego rozpalano ognie ofiarne dla króla bogów…

Nootka_Cypress

 Cyprys wiecznie zielony (Cupressus sempervirens), zdjęcie użytkownika MPF, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Pamiętacie ten moment w Dziadach, kiedy Gustaw wprowadza do domu Księdza swojego rzekomego towarzysza? Ksiądz i jego dzieci podejrzewają, że to wielka jodłowa gałąź, kojarząca się im z atakiem, z postacią zbójcy. Gustaw wyjaśnia, że to nie tak: że gałąź w rzeczywistości pochodzi z drzewa cyprysu, które, wedle jego słów, symbolizowało w Grecji nieszczęśliwe zakochanie. Gałąź miała mu dać ukochana – choć, zważywszy na rozmiar tej gałęzi, trochę trudno uwierzyć w jej ręką ułamaną gałąź cyprysową, z którą nieszczęsny kochanek od tamtej pory się nie rozstaje… Gdyby chcieć czytać ten fragment kluczem greckiej mitologii – Gustaw przyszedł do Księdza w towarzystwie swojego duchowego bliźniaka.

Drzewo cyprysu, według greckich przekazów mitologicznych, powstało, podobnie jak topola, w wyniku metamorfozy: Apollo przemienił w nie jednego ze swoich kochanków, Kyparissosa (o czym też już kiedyś pisałam).  Kyparissos, piękny śmiertelny młodzieniec, przypadkiem zabił na polowaniu swoje ukochane zwierzę – łanię lub jelonka, w zależności od wersji mitu, jaką czytamy. Wprawiło go to w rozpacz, która nie mijała:

(…) gdy ujrzał, że go [jelenia] zranił śmiertelnie okrutnym grotem, sam zapragnął umrzeć. Jakich to pociech nie skąpił mu Febus [Apollo]! Ileż razy nie napominał, że Kyparissos niepotrzebnie aż tak rozpacza po istocie śmiertelnej! Chłopak jednak ciągle płakał i tylko jedn najwyższy dar błagał bogów: by dali mu płakać na wieki. Wtedy jego ciało, osłabione i bezkrwiste od ciągłego płaczu, zaczęło zabierać zielonej barwy; loki, wiszące nad jasnym czołem, zmieniły się w nastroszoną gęstwinę. Młodzieniec przemienił się w drzewo, wysmukłym szczytem sięgające ku rozgwieżdżonemu niebu. Bóg zaś [Apollo] westchnął i ze smutkiem powiedział: „Zawsze cię będę opłakiwał, tak jak i ty będziesz opłakiwać innych i nieść pociechę cierpiącym”. [Owidiusz, Metamorfozy X, 131-142, przekład roboczy własny].

Kyparissos jest więc symbolem smutku i – chyba można zaryzykować takie stwierdzenie – depresji. Ajtiologiczny mit o pochodzeniu cyprysa wskazuje na typową semantykę tej rośliny: jej skojarzenie ze śmiercią i smutkiem. W Atenach cyprysowymi gałązkami dekorowano domy podczas żałoby, a i do dziś na cmentarzach bardzo często sadzi się cyprysy.

1200px-Flower_of_Pomegranate1

Kwiat granatu (Punica granatum), zdjęcie użytkownika Sanu N, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International

Granat – a właściwie jego owoce – jest może tym drzewem, które najmocniej kojarzy się nam z greckimi zaświatami, a to ze względu na jego rolę w micie o Persefonie. Przypomnijmy: to właśnie fakt, że bogini, czy to z własnej woli, choć nieświadomie (Owidiusz), czy to zwiedziona podstępem (inne źródła), zjadła w zaświatach kilka pesteczek tego owocu, zadecydował o tym, że mamy zimę – a konkretniej o tym, że na trzy zimowe miesiące Kora odchodzi od matki, ze świata żywych, i powraca do męża w podziemnej krainie. Owoce pochodziły z ukochanego sadu Hadesa, którym opiekował się ogrodnik boga zmarłych, Askafalos.

Askafalos był, według mitu, albo jedynym synem Charona, przewoźnika zmarłych, albo dzieckiem boga znanego nam już dobrze Acherontu. Jego matką była Orfne, nimfa ciemnych zaświatowych mgieł, przez niektórych nazywana Gorgyrą (co znaczy „podziemny strumień”, albo, niestety, „rynsztok”), a utożsamiana czasem z potężną podziemną boginią Styks, jedyną kobietą wśród bóstw rzek. Askafalos miał oko na sad swego pana – i to on był świadkiem zjedzenia przez Korę owocu granatu; poświadczył to przed Zeusem i źle się to dla niego skończyło. Według bowiem różnych wersji mitu wściekła Demeter albo przygniotła świadka w Hadesie potężnym kamieniem, albo też przemieniła go w puszczyka (*).

A skąd w ogóle wzięły się drzewa granatu? Ano, też powstały w wyniku metamorfozy. Tym razem ofiarą była Side, żona Oriona. Nierozsądnie ogłosiła, że jest piękniejsza od Hery – i za to właśnie wylądowała w zaświatach, przemieniona w drzewo.

A jak już jesteśmy w ogrodach Hadesa: według Wergiliusza (Eneida VI) w samym środku krainy zmarłych rośnie drzewo wiązu (Ulnus glabra), a pod każdym jego liściem śpi jedno bóstwo snów – lub koszmarów (Oneiros). Gdy przychodzi noc, czarną chmarą zrywają się w powietrze i przez jedną z bram zaświatów wylatują na ziemię, nawiedzać śpiących ludzi…

800px-Flowering_young_pine_cones

Zdjęcie autorstwa użytkownika Oleg Bor, na licencji Creative Commons BY-SA 4.0

Sosny nie są drzewami bezpośrednio związanymi ze światem zmarłych, ale ich pochodzenie, owszem, łączy się z mitem związanym ze śmiercią i (przynajmniej tymczasowym) pobytem w Hadesie. Chodzi tu mianowicie o mit dość zagadkowy i nieoczywisty, a mianowicie – mit o śmierci Attisa. Według jednej z wersji skomplikowanego i niejednolitego mitu o orientalnym, frygijskim pochodzeniu Attis, w ataku zesłanego przez jego boginię-patronkę Kybele szaleństwa, wykastrował się i umarł pod sosną, w którą, jak sugerują niektóre ujęcia mitu, następnie się przemienił:

Sosna, miła Matce Bogów, od kiedy sługa Kybele, Attis, pod nią oddał ostatni ludzki oddech i zastygł w sosnowy pień. [Owidiusz, Metamorfozy X, 103-105, przekład roboczy własny]

Attis – według tego, co wiemy o jego tajemniczych świętach z pewnego rzymskiego kalendarza – po trzech dniach powrócił z zaświatów, cudownie przeistoczony przez żałującą swojego gniewu boginię, ale sosna pozostała drzewem, które kojarzyło się z przemianą, ale i z tragedią.

Różne gatunki sosen mają dodatkowo własne mity. Sosna alepska (Pinus halepensis) i sosna kalabryjska (Pinus brutia) związane są z Posejdonem, i to wielu aspektach – w gajach tych rosnących zwykle nad morzem drzew czczono boga mórz, a wieńcem z sosnowych gałęzi koronowano zwycięzcę igrzysk ku czci Posejdona na Istmie Korynckim. Sosna czarna, w tym – sosna korsykańska (Pinus nigra, w tym subsp. laricio) i pinia (Pinus pinea) wiążą się z, jakże by inaczej, metamorfozą. Tym razem ofiarą była nimfa imieniem Pitys („Sosna”), która wolała przemienić się w drzewo nazwane swoim imieniem niż dać się zgwałcić Panu, bogu natury. Sosny te wyrosły następnie w świętym gaju Pana na peloponeskiej górze Mainalos w Arkadii, skąd bóg pochodził. Inny mit dotyczył z kolei mieszkanek Oichalii. Kiedy ich królewna Dryope porzuciła dom i dołączyła do nimf, mieszkanki miasta rozpuściły o niej różne plotki, sugerując przede wszystkim, że Dryope została przez nimfy uprowadzona przemocą. Nimfy rozgniewało to na tyle, że przemieniły nieszczęsne plotkary w sosny.

Tyle w kwestii kojarzących się z zaświatami drzew. Kwiaty i rośliny zielne to zupełnie osobna historia. Zostawiam Was z mitem o tym, że pierwszy na świecie tojad (Aconitum napellus) wyrósł w miejscu, w które napluł wywleczony przemocą przez Heraklesa z zaświatów Cerber. Ciekawe, czy napluł wszystkimi trzema głowami…

 

 

(*) jakby ktoś chciał przeczytać, to ja kiedyś napisałam małe opowiadanko, w którym Askafalos występuje w niewielkiej roli.

 

Ant-Man jest bogiem

A przynajmniej herosem.

A jak nie Ant-Man, to doktor Pym już na pewno.

Ant-Man

Ant-Man, źródło: Wikipedia za Flickr (autor: vernieman), na licencji CC-BY-20

W Marvelowym uniwersum filmy o Ant-Manie były sympatycznym powiewem codzienności – lżejsze w tonie od sporej części pozostałych produkcji, miały urok często zabawnych historyjek, w których superbohaterami (albo przynajmniej prawdziwymi herosami) zostawali bohaterowie niekoniecznie z elity finansowej lub intelektualnej świata (i niekoniecznie z czystą kartą na policji). Niekoniecznie też głównym postaciom tego filmu da się przypisać mityczne (jak Thorowi et consortes) czy legendarne pochodzenie – i może właśnie dlatego można napisać sobie fajną notkę o zupełnie przypadkowych mitologicznych zbieżnościach między Ant-Manem a pewnym panem. A nawet może całym plemieniem.

Ferdinand_Bol_-_Aegina_wacht_op_de_komst_van_ZeusZeus lubił metamorfozy – tu widzimy go w drodze do kochanki po tym, jak przyjął postać orła z piorunem w dziobie.
Ferdinand Bol, Egina oczekująca nadejścia Zeusa, olej na płótnie, XVII w., dziś w Meininger Museen. Ilustracja z Wikipedii, obraz w domenie publicznej.

 

Zróbmy może, jak nam radzą starożytni autorzy i᾿Εκ Διὸς ἀρχώμεσθα, zacznijmy od Zeusa.

Mniej więcej w klimacie tego, powszechnie krążącego po sieci memu (ja pożyczyłam stąd). Nie całkiem, dodajmy, nieprawdziwego.

What-Causes.jpg

Jesteśmy pewnie i zdecydowanie w obszarze niebieskim, jak łatwo się domyślić – niezależnie od tego, którą wersję historii Myrmidona / Myrmidonów wybierzemy.

Zacznijmy może od pojedynczego Ant-Mana, co? Otóż zaczyna się od faktu, że Zeus się zakochał. W jego (i innych bogów oraz herosów) przypadku oznaczało to, że musiał wybraną osobę zdobyć: gwałtem, przemocą, podstępem i nader rzadko pytając obiekt uczuć o zdanie w tej kwestii (choć, i owszem, takie sytuacje też się zdarzały).

Tym razem wzrok Zeusa padł na Eurymeduzę (o czym mówi nam hellenistyczny mitograf i skądinąd znany geograf Eratostenes w zachowanych w cytatach u innych pisarzy fragmentach swego dzieła). Eurymeduza byłą albo śmiertelniczką, córką Klejtora, króla północnogreckiej krainy zwanej Ftiotydą, albo też nimfą – w tej wersji jej ojcem jest Acheloos, bóg największej greckiej rzeki. Jej imię w każdym razie znaczy „Szeroko znana z mądrości”, „Bardzo mądra”. Zeus nie pofatygował się, żeby z Eyrymeduzą porozmawiać – uciekł się do swojej starej sztuczki i poddał metamorfozie. Tym razem zmienił się w mrówkę i w tej postaci zgwałcił swoją wybrankę.

Tak, ja wiem, że w Internecie jest porno na każdy temat, a starożytni po pierwsze fantazjowali o rozlicznych metamorfozach, po drugie – wierzyli, że w Indiach żyją myrmeki, czyli mrówki, wielkości sporych psów – ale nawet ci starożytni mieli niejaki problem z wyobrażeniem sobie stosunku seksualnego mrówki i kobiety.  Sami Grecy i Rzymianie usiłowali racjonalizować tę historię na różne sposoby. Według jednej z wersji (znanej z pełnego oburzenia opisu bezeceństw bogów w chrześcijańskim dziele pseudo-Klemensa) Zeus nadał mrówczą postać również i Eurymeduzie (co czyni mechanikę tego pomysłu nieco, ale tylko nieco, logiczniejszą). Według innej z kolei opowieści Eurymeduza była jak Alkmena – jako wierną i lojalną żonę można było zdobyć ją jedynie przybierając postać jej małżonka, co też Zeus bez skrupułów uczynił, zamieniając się w rzeczonego męża, niejakiego Myrmeksa (Pana Mrówkę). Tu „mrówka” byłaby więc jedynie ozdobnikiem i skojarzeniem z imieniem.

Niezależnie od tego, jak było, Eurymeduza zaszła w ciążę i wkrótce urodziła syna, któremu nadała imię Myrmidon, Człowiek-Mrówka. Heroiczna kariera Myrmidona wbrew oczekiwaniom nie wygląda jakoś specjalnie… bohatersko. Wiemy o nim głównie, że się ożenił. Wybranką była córka króla Eola (ale nie władcy wiatrów, znanego z Odysei – jego imiennika, herosa-eponima Greków eolskich) i jego żony Enarety. Dziewczyna miała na imię Pejsidike („Posłuszna Sprawiedliwości”) i najwyraźniej stworzyła z Myrmidonem stadło na tyle zwyczajne, że niewiele o nim słyszymy. Wiemy tylko, że miała urodzić mężowi dwóch synów. Jednym z nim był Antyfos, który znany jest, podobnie jak jego przodkowie, przede wszystkim z mitów genealogicznych, jako ojciec licznych dzieci wżenionych w wiele mitycznych familii. Drugim był Aktor, który został królem krainy Ftyi i albo zmarł w niej bezpotomnie, albo wygnał synów, albo miał tylko jednego i stracił go tragicznie, musiał więc przysposobić sobie następcę.  I tu historia zaczyna wyglądać ciekawie.

Wróćmy na moment do obrazu Ferdinanda Bola. O, tego:

Ferdinand_Bol_-_Aegina_wacht_op_de_komst_van_Zeus

Naga dziewczyna, u której stóp czai się Amorek (i usiłuje zabrać resztki odzienia) to Ajgina. Ajgina według większości przekazów jest nimfą, konkretniej – najadą, nimfą łąki. Jej ojcem był bóg rzeki Asopos, matką nimfa Metope (sama będąca córką boga rzeki,  Ladona), a siostrą – Thebe, kochanka Zeusa i heroina, od której nazwano Teby. Ajgina także zwróciła uwagę władcy bogów – i podobnie jak Eurymeduzę w poprzednim micie i całe mnóstwo innych bohaterek, Zeus, by ją zdobyć, porzucił własną postać. U Ajginy pojawił się albo w postaci orła, albo jako wieczny płomień, po czym porwał ją i umieścił na wyspie Ojnone, której zmienił nazwę na cześć kochanki; odtąd, i do dziś, wyspa ta nazywa się Egina.

Na wyspie Ajgina urodziła Zeusowi syna Ajakosa, a potem poślubiła śmiertelnika – być może wspomnianego wcześniej Aktora, któremu także dała syna, Menojtiosa. Bracia podzielili się zadaniami: Ajakos został królem Eginy, jego brat – władcą miasta Opus w krainie zwanej Lokrydą. I teraz, wybaczcie, nastąpi większa partia genealogii – ale uwierzcie, warto się przez nią przedrzeć. Choć, OK, będzie trochę komplikacji.

Luis.jpg

Gotowi?

Najpierw Ajakos. Syn Zeusa wziął za żonę nie byle kogo: Endeis, córkę samego centaura Chejrona i jego małżonki nimfy Chariklo. Para miała dwóch synów – Telamona i Peleusa, i tu już szybkim krokiem wkraczamy w grono pierwszoplanowych bohaterów mitologii greckiej. Telamon bowiem ożenił się z Periboją, córką smoka-herosa, Kychreusa, i miał z nią syna Ajasa – tak, tego, Ajasa zwanego Większym, bohatera wojny trojańskiej.
Z Troją zresztą losy tej rodziny wiązały się od początku i w niepokojący sposób. Najpierw Ajakos został zaproszony przez Heraklesa i Posejdona do pomocy przy budowie murów miasta Troi dla ówczesnego władcy. Kiedy tylko każdy z twórców ukończył swój kawałek budowy, z morza wyłoniły się trzy smoki. Dwa nie zdołały wedrzeć się do miasta przez sekcje murów zbudowane przez bogów; udało się to jednak trzeciemu, który starał się dostać od strony muru Ajakosa. Apollo, bóg-wieszcz, zapowiedział wtedy, że jest to prorocze zdarzenie: Troja ostatecznie upadnie za sprawą potomków pechowego budowniczego.
Kim byli ci potomkowie? Ano, dziećmi i wnukami drugiego z braci, Peleusa. Podobnie jak Telamon, uczestniczył on w wyprawie Argonautów – bo trochę nie miał wyjścia. Ajakos bowiem wypędził z domu i Peleusa, i Telamona – jako że bracia dopuścili się zbrodni. Zabili mianowicie swojego przyrodniego brata. Fokos, bo tak się chłopak nazywał, był synem zgwałconej przez Ajakosa Psamate, Nereidy i bogini morskiego piasku, żony zmiennokształtnego Proteusza. Król wyspy znalazł ją kiedyś śpiącą na brzegu morza i rzucił się na nią, trzymając ją mocno (po latach jego syn Peleus identycznie postąpi z siostrą Psamate, Tetydą). Bogini na próżno próbowała przybrać postać foki i wymknąć się gwałcicielowi: w końcu przestała się opierać. Urodziła Ajakosowi syna, któremu dała na imię Fokos i który trafił na wychowanie do domu ojca, gdzie szybko stał się ulubieńcem króla. Tego nie mogli znieść synowie królowej-centaurydy: napadli na chłopca i zabili go, za co ojciec wypędził ich z domu.
To z wyprawy Argonautów, według niektórych wersji, Peleus przywiózł żonę (według innych zdobył ją później): Tetydę, morską boginię, córkę morskiego starca Nereusza. W tym momencie oczywiste już jest, jak bardzo w główny nurt mitologii greckiej zawędrowaliśmy: synem tej nieudanej i niedobranej pary jest przecież największy z herosów wojny trojańskiej, Achilles.

Achilles_fighting_against_Memnon_Leiden_Rijksmuseum_voor_Oudheden.jpg

Achilles, greckie naczynie czerownofigurowe, obecnie w Leiden Rijksmuseum voor Oudheden. Na licencji Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication.

(I nie, to nie on był bezpośrednio obecny przy upadku Troi: w koniu trojańskim siedział syn jego i królewny Dejdamei, Neoptolemos). Peleus miał wyjątkowego, ale to wyjątkowego pecha do związków – ale może o tym w szczegółach innym razem, co?
Przy innej okazji pod Troją znalazł się z kolei Telamon, przyszły jeszcze wtedy stryj Achillesa. Jego z kolei zabrał tam kumpel z wyprawy Argonautów, Herakles. Panowie zdobyli miasto i Herakles sprezentował koledze brankę, królewnę Hezjone. To z jej powodu była ta wojna – Heraklesowi król Troi obiecał ją za żonę, a potem odmówił, heros ruszył więc przeciw miastu, by pomścić zniewagę. Hezjone urodziła Telamonowi syna, Teukrosa (który miał własną ciekawą mityczną historię, ale ja już za bardzo meandruję w stylu Ant-Manowego Luisa, prawda?).
Wróćmy może na moment do Ajakosa. Kiedy przyszedł moment jego śmierci, Zeus nie pozwolił synowi po prostu odejść: mianował go w zaświatach jednym z sędziów. To za bycie niezwykle sprawiedliwym i uczciwym za życia (i nie, dla Greków zgwałcenie Psamate nie ma w tym kontekście znaczenia).

Pewnie już zapomnieliście, że Ajakos sam miał przyrodniego brata, syna Ajginy i śmiertelnika? Ten brat, Menojtios, pojechał z bratankami Telamonem i Peleusem na wyprawę Argonautów, a potem wrócił do domu i się późno ożenił. Wersji imienia jego żony jest wiele, ale o żadnej z tych postaci zbyt dużo nie wiemy. Ważne jest za to imię ich syna: Patroklos.

  800px-Jacques-Louis_David_-_Patroclus_-_WGA06044.jpgJacques Louis Davis, Patroklos, olej na płótnie, ok. 1780, obecnie w Musée des beaux-arts Thomas Henry w Cherbourgu, ale miałam przyjemność widzieć ten obraz na wystawie czasowej o dziejach męskiej nagości w sztuce w Musée d’Orsay w Paryżu. Domena publiczna.

Widzicie? Zebraliśmy drużynę. Trzech kuzynów, wnuk i dwóch prawnuków Ajginy: syn jej syna Menojtiosa, Patroklos, i wnukowie jej drugiego syna, Ajakosa, Achilles (syn Peleusa) i Ajas (syn Telamona). Teraz, zanim chłopcy ruszą podbić Troję, muszą jeszcze mieć jakieś wojsko.

I tu pojawiają się nam Myrmidonowie. Ci w liczbie mnogiej. Ludzie-mrówki.

W jednej wersji ci bezwzględnie lojalni i skuteczni wojownicy są potomkami naszego Myrmidona, syna Eurymeduzy; jako że w pewnym momencie na ich wyspie władzę przejmuje Peleus, wiernie służą jego rodzinie. W innej zaś, znanej z Owidiusza, wiążą się z historią Ajginy.

W tej wersji o romansie Zeusa i umieszczeniu kochanki na wyspie Eginie dowiedziała się, no cóż, Hera. I jak to Hera, nie była zadowolona. Wściekła się do tego stopnia, że wysłała na wyspę smoka, który wyniszczył na niej wszystkich mieszkańców i większość zwierząt. Ajgina, którą ocalił władca bogów, prosiła, by dał wyspie jakichś mieszkańców i wskazała, że atak smoka przeżyły jednak jakieś żywe istoty. Tak, dobrze zgadujecie. Mrówki. To z nich Zeus stworzył nowych mieszkańców wyspy, który pozostali wierni swoim królom, potomkom Ajginy.

Achilles pod Troją jest królem i wodzem Myrmidonów, żołnierzy w zbrojach rudobrązowych jak ciało mrówki, i z ich pomocą walczy i wygrywa. Jeżeli to was nie przekonuje, że z mrówki może być dzielni wojownik, to lećcie obejrzeć Ant-Mana.

Drzewne dziewczyny

Jak wpiszecie w wyszukiwarkę grafiki Google „dryad”, to wyjdzie mniej więcej to:

dryad

I nic dziwnego, że wszystkie te obrazki wyglądają bardzo fantasy – driady, jak mało które istoty z mitologii klasycznej, zadomowiły się w bestiariuszach fantasy. Mamy je u Eddingsa, mamy u Sapkowskiego, u Marty Kisiel i innych autorów; a do fantasy driady też trafiły niekoniecznie wprost z mitologii Greków i Rzymian, a raczej – z wyobraźni późniejszych twórców, zafascynowanych ideą nimfy, żyjącej tak długo, jak jej drzewo.

W mitologii grecko-rzymskiej, jednakowoż, sprawa nie jest taka prosta. Zanim więc porozmawiamy o tym, jak driady można wpleść we współczesne dzieło fantasy, przyjrzyjmy się, jak wyglądają, skąd się biorą i co robią driady w mitologii Greków i Rzymian.

Dryad11

Evelyn de Morgan, Driada, olej na desce, ok. 1884-5, dziś w De Morgan Centre, Londyn; źródło zdjęcia: Wikipedia, ilustracja w domenie publicznej

Po pierwsze, zacznijmy od klasyfikacji – wbrew pozorom mitografowie uwielbiają klasyfikacje, listy i zestawienie. W takim zestawieniu greckich bóstw przyrody driady (gr. Δρυαδες, dryades), zwane też hamadriadami (dosłownie „jednymi z drzewem”) lub adriadami (dosłownie „z drzewa, od drzewa pochodzącymi”) należą do szerszej klasy nimf, śmiertelnych lub nieśmiertelnych kobiecych duchów natury. Nimfy i ich rozliczne grupy pewnie doczekają się kiedyś własnej notki, na razie skupmy się na driadach, bo już ich ilość i typy mogą przyprawić o ból głowy.

Rozprawmy się może na początek z mitem o driadzie umierającej ze swym drzewem. Tak, te mity pojawiają się w greckiej tradycji, dotyczą jednak tylko pewnej grupy driad, a  mianowicie – nimf konkretnych, poszczególnych egzemplarzy drzew, szczególnie tych wielkich i imponujących. Teoretycznie powinniśmy driady wiązać głównie z dębami, bo słowo δρῦς [drys] zwykle tak się tłumaczy. Warto jednak pamiętać, że wyraz ten nie musi oznaczać tylko tego konkretnego gatunku – zdarza się w znaczeniach ewidentnie odnoszących się do różnych gatunków dużych, okazałych drzew. Nimfy pojedynczych drzew są więc, owszem, śmiertelne – żyją tyle, ile ich drzewo.

Inaczej ma się sprawa z pozostałymi grupami driad: nimfami poszczególnych gatunków drzew oraz konkretnych typów lasów. Te boginki zazwyczaj są nieśmiertelne, a ich rodowody bywają różnorodne i skomplikowane. I tak, pradawne Melie [gr. Meliai], nimfy jesionu, narodziły się z krwi wykastrowanego przez syna Uranosa. Krew spadła na łono Gai, Matki-Ziemi, i tak narodziły się Melie, najmłodsze z dzieci boskiej pary, siostry straszliwych Erynii. W tych czasach ludzkość – według części mitografów – żyła jeszcze bez kobiet, nie stworzono bowiem jeszcze pierwszej z nich, Pandory. Stąd też niektóre z Melii zostały małżonkami śmiertelników, stając się wzorami kobiecości.

Hamadriady z kolei, nimfy dębu i topoli, były uważane za córki pierwszej driady, Hamadryas, i Oksylosa. Ich ojciec był bogiem lasu bukowego; matka, urodzona na górze Othrys w centralnej Grecji, była pierwszą boginką drzew. Rodzice byli jednocześnie rodzeństwem, jako dzieci potężnego Oreiosa (personifikacji Gór), . Jako córki tej pary wymieniano także osiem driad konkretnych drzew: Ajgejros (czarna topola, Populus nigra), Ampelos (pnącza, w tym dzika winorośl, Vitis silvestris), Balanis (ostrokrzew i dąb ostrolistny, Quercus ilex), Karya (nimfa orzechów i jadalnych kasztanów), Kraneia (nimfa cenionego bardzo przez Greków derenia), Morea (opiekunka morwy i czarnej oliwki), Ptelea (driada-patronka wiązu) i Syke (figa). Czasami uważa się te nimfy za matki-patronki całych grup nimf danych drzew – nazwy tych grup widzicie na poniższej ilustracji.

driady - pełna wersja

Wśród driad były także te związane z drzewami owocowymi i tymi używanymi powszechnie w kulcie. Maliady (Meliady) albo Epimelidy były patronkami jabłonek, kojarzono je przede wszystkim z Arkadią. Orodemniady miały za zadanie zajmować się w ogóle drzewami owocowymi; w tradycji rzymskiej za jedną z nich uchodziła Pomona, bogini owoców. Dafnaje albo Dafnaidy z kolei opiekowały się ukochanym przez Apollina wieszczym drzewem laurowym, a Kissaje – wybranym przez Dionizosa bluszczem (gr. kissos).

Wyróżniano również driady i ogólnie nimfy związane z konkretnymi typami lasów. Oready opiekowały się górskimi zagajnikami (później ich zadania rozszerzono na opiekę nad górami w ogóle – była to w końcu domena ich ojca, Oreiosa!). O górskie lasy troszczyły się także Hyleoroi, inna grupa nimf związanych ze skałami i pasmami górskimi. Alseidy były głównie nimfami wilgotnych zagajników (nasze jedyne źródło, Homer, wiąże je z miłymi lasami i źródłami). Auloniady z kolei uważano za nimfy cienistych dolinek i wilgotnych brzegów rzek; część mitografów za Auloniadę uważa Eurydykę, ukochaną Orfeusza. W wąwozach i dolinach rzek mieszkały nimfy tamtejszych lasków, Napaje; ich siostry, Heleionomai, uchodziły za nimfy bagien i moczarów. Nie wszystkie z nich jasno i oczywiście zaliczano do driad, ale istnieją między tymi grupami boginek znaczące podobieństwa.

Driadami były też zapewne Hesperydy, nimfy cudownego ogrodu na końcu świata, w którym rosła magiczna jabłoń przywracająca siły i młodość. Te z kolei nimfy uchodziły za córki tytana Atlasa.

 

Niezależnie od mitów o driadach jako grupie istnieją także opowieści o poszczególnych przedstawicielkach tej klasy mitologicznych istot. Wiele driad było, jak inne nimfy, kochankami bogów. Oreada Ejdoteja miała romans z Posejdonem, Othreis była kochanką Apollina (czasami utożsamianą z Kyrene znaną nam z innej notki) i Hermesa. Ten ostatni miał słabość do driad: jego partnerkami były oreada Penelopa (1), matka – według niektórych przekazów – syna Hermesa, boga pasterzy Pana, a także epimelida Thymbris i najada-wieszczka Sose. Wieszczek wśród driad było zresztą sporo, wystarczy wspomnieć górskie nimfy Klaję i Erato (imienniczkę muzy poezji miłosnej).

Czy driadom zdarzało się ulegać metamorfozie? A pewnie, i to w obie strony. Córki Heliosa, Heliady, po śmierci brata Faetona cierpiały tak bardzo, że stały się duchami białej topoli. Śmiertelniczkę Byblis driady uratowały przed samobójstwem (chciała się zabić, bo się kazirodczo zakochała w rodzonym bracie) i uczyniły jedną ze swego grona. Z drugiej strony, oreada Pitys miała tak serdecznie dość końskich zalotów Pana, że ubłagała bogów, by zmienili ją w drzewo; tak stała się driadą sosny.

Ogromnie, ogromnie żałuję, że nie zachowało się dzieło Kallimacha z Cyreny o nimfach i ich klasach. O ile więcej dziwnych nazw i zapomnianych dziś postaci moglibyśmy dzięki niemu poznać!

 

(1) Tożsamość/ nietożsamość tejże Penelopy z żoną Odyseusza to jest, serio, temat na osobną notkę.

 

Apollo i kobiety

Poprzednia notka o mitologicznych romansach była, zasadniczo, o tym, jak Apollinowi nie układało się z mężczyznami. Ta będzie z kolei o tym, że z kobietami też szło mu nie za bardzo.

Jak przyjrzymy się historiom z poprzedniej notki, to zauważymy pewną prawidłowość: w odróżnieniu od na przykład Zeusa (z bogów) czy, powiedzmy, Lajosa (ze śmiertelnych), Apollo nie porywał przemocą chłopaków, w których się kochał. Wszystkie te historie były opowieściami o wzajemnej miłości, o odwzajemnionym zakochaniu i fascynacji.

Z kobietami nie było już tak dobrze.

Ponieważ mity wiążą Apollina z ogromną wręcz ilością kochanek, podzielmy je sobie na jakieś kategorie, OK? W ten sposób cała ta seria upstrzonych imionami mitycznych opowieści o (głównie, choć nie tylko) emocjonalnych katastrofach ułoży się nam w jakąś w miarę ogarnialną całość.

1.  MAŁŻEŃSTWA

AN00237888_001_l.jpg

Bogini Libia koronuje wieńcem zwycięstwa Kyrene, walczącą z lwem. Relief z terenu Cyreny, obecnie w British Museum. Ilustracja ze strony British Museum.

Oczywiście w tym momencie każdy czytelnik Parandowskiego powie mi: „Zaraz, zaraz. Jakie małżeństwa?! Apollo przecież nie miał żony”.

No więc to nie do końca jest prawda. Ale zanim przejdziemy do postaci, które można byłoby uznać za małżonki boga, może powiemy parę słów o małżeństwie, którego nie było.

Apollo otóż, podobnie jak jego stryj Posejdon, ubiegał się kiedyś o rękę bogini ogniska domowego, Hestii (której był bratankiem, jako syn Zeusa). Ta jednak odmówiła obydwóm i zażądała od nowego króla bogów, swego brata Zeusa, prawa do pozostania dziewicą, które uzyskała.

I choć rzeczywiście Apollo nie ma oficjalnej małżonki w większości mitologicznych wersji, to jest pewna nimfa, którą część źródeł traktuje jako żonę boga: Kyrene, córka nimfy i wnuczka boga rzeki (a przed ojca – potomkini samego Apollina; yeah, mitologia), patronka i założycielka miasta Cyrena na wybrzeżu Afryki. Według ważnego źródła antycznego, jakim jest dziewiąta Oda pytyjska wielkiego poety Pindara (V w. p.n.e.), bóg poezji i muzyki spotkał ją w dość niecodziennych okolicznościach.

On to [król Penejos, mąż najady Kreuzy] wychował pięknoramienną córkę Kyrenę.
Lecz nie lubiła ona tam i z powrotem chodzić koło krosien
Ani urządzać przyjęć
Wśród zabaw z towarzyszkami.
Walczyć lubiła oszczepem spiżowym
I nożem dzikie zabijać zwierzęta,
Dużo cichego spokoju zapewniając ojcowym wołom.
A na towarzysza łoża [wybrała] słodki sen (…)
Spotkał ją strzelający z daleka Apollon (…)
gdy sama, bez włóczni, z potężnym raz zmagała się lwem.

Kyrene jest w tej scenie ukazana nie tylko jako dziewczyna odrzucająca świat kobiet i lubiąca przypisywane w starożytności młodzieńcom rozrywki. Ta uwaga o wołach wyraźnie świadczy o tym, że pełniła ona również rolę typową dla młodych herosów, a mianowicie – strzegła rodzinnego bydła przed złodziejami i dzikimi zwierzętami – jak Apollo, kiedy służył u Admeta, jak Parys, Romulus czy Remus, by wymienić tylko kilku.

Apollo zaś, w tej opowieści poety przynajmniej, zachowuje się bardzo, jak na niego, szlachetnie. Udaje się do mistrza wszelkiej mądrości, starego centaura Chejrona, i pyta go, mniej więcej: „Sensei, czy wypada mi ją ot tak, poderwać?”. Chejron, który podobnie jak Apollo ma dar wieszczy, poucza młodego boga, że ma podejść do Kyrene z szacunkiem, bo czeka ich wspólna przyszłość:

Przybyłeś w tę dolinę [mówi Chejron do Apollina], mając dziewczyny tej zostać małżonkiem.
I masz ją unieść przez morze do wybornego ogrodu Zeusa.
Tam ją władczynią miasta uczynisz (…).
Tam ona ci syna urodzi [A Hory i Gaja uczynią go bogiem].

[na postawie przekładu M. Brożka, Pindar: ody zwycięskie, Kraków 1987]

Apollo posłuchał rady i zabrał Kyrenę do Afryki, do pałacu boskiej królowej Libii, córki Epaphosa, a więc – wnuczki Zeusa. Ta potężna i bogata nieśmiertelna władczyni przyjęła młodą parę życzliwie, a Kyrenie podarowała ziemię i bogactwa, by mogła założyć własne miasto – sławną później i potężną Cyrenę. A co do tego syna… no cóż. Był nim niejaki Aristajos, bóg pszczół. Niestety, znamy go jednak głównie nie z dobroczynnych dla ludzi osiągnięć, a z faktu, że to on ścigał ukochaną swego przyrodniego brata Orfeusza, Eurydykę, by ją zgwałcić / porwać – i wszyscy wiemy, jak to się skończyło… (albo nie wiemy, osobny wpis o wariantach mitu o Orfeuszu pewnie kiedyś będzie…

Tyle w kwestii małżeństw Apollina, przejdźmy do kolejnej grupy.

2. RODZICIELSTWO

1024px-Delfi_Apollons_tempel

Świątynia Apollina w Delfach, założonych wg mitu przez syna boga, Delfosa.

Zgrupujemy sobie w tej kategorii postacie, które często nie mają jakiegoś skomplikowanego mitu, a ich rola ogranicza się do genealogicznej: X urodziła Apollinowi dziecko, a to dziecko miało do odegrania rolę albo jako przodek/przodkini jakiegoś rodu, albo założyciel/założycielka danego miasta. Tych mitów o wielu bogach jest zawsze sporo, bo też i ta funkcja mitów jest bardzo ważna, utwierdza bowiem znaczenie i lokalną dumę poszczególnych miejsc i rodzin.

Jak to wygląda w praktyce? Ano tak: nimfa Ajthousa z Beocji urodziła Apollinowi syna Eleutherosa, założyciela miasta Eleutheroi. Potomkini Heraklesa, Thero, została matką Chajrona, który założył i nazwał na własną cześć Cheroneę (gr. Chajroneja). W Fokidzie nimfa Korykia miała z Apollinem syna Likorasa, który został królem miasta Likorei. Ze swą wnuczką, królewną Kelaino, miał Apollos potomka imieniem Delfos, który założył wokół wyroczni swego przodka (podwójnego!) miasto Delfy. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, lista liczy kilkadziesiąt takich opowieści: zasadniczo pozbawionych mitu, za to wyraźnie związanych z lokalną onomastyką i/lub genealogią.

3. BOGINIE

The_Muses_Leaving_their_Father_Apollo_to_Go_Out_and_Light_the_World_by_Gustave_Moreau

Gustave Moreau, Muzy opuszczają Apollina, by nieść światłość światu, olej na płótnie, 1868; obecnie w Musée National Gustave-Moreau w Paryżu.

Apollo, po nieudanych zalotach do Hestii, miał jeszcze jeden plan małżeński; chciał mianowicie poślubić którąś z Muz. Nie mógł się jednak zdecydować, a że małżeństwo z dziewięcioma naraz nie wchodziło w grę, zrezygnował z idei ślubu w ogóle i ograniczył się do romansów ze swymi towarzyszkami. Kaliope lub Urania urodziła mu syna-muzyka Linosa (tego, co to potem pechowo próbował nauczyć Heraklesa gry na lirze i zginął, uderzony przez pozbawionego talentu i chęci do nauki ucznia lirą w głowę). Innym synem Apollina i Kalliope miał być Orfeusz, choć część mitów widzi w nim syna trackiego króla Ojagrosa. Z romansu Apollina z Muzą Talią mieli się z kolei narodzić mityczni kapłani-tancerze Korybanci, czciciele babki Apollina, Matki Bogów Rei-Kybele (ale mitów o ich pochodzeniu też jest sporo). Miał też Apollo mieć romans z boginią nocy i  czarnej magii, Hekate.

4. CUDZE ŻONY

800px-Troilos_Louvre_CA6529

Troilos, według niektórych syn Apollina i Hekabe (a mit o nim zasługuje na osobną notkę). Czerwonofigurowe naczynie etruskie, ok. 300 p.n.e, obecnie w Luwrze.

Podobnie jak jego tatuś, Apollo także miewał predylekcję do uwodzenia cudzych żon. Jeden z synów trojańskiej królowej Hekabe, słynny z urody Troilos, miał być jego dzieckiem, choć mąż Hekabe, Priam, nie bardzo zdawał sobie z tego sprawę. Karyjska królowa Chryzotemis też miała romans z Apollinem i to on był ojcem jednej z jej córek. Władczyni miasta Orchomenos urodziła bogu syna Trofoniosa, a żona króla Argos, Hypermestra, miał z Apollinem syna Amfiaraosa. Obaj chłopcy – wychowywani jako synowie królów, nie boga – zostali ważnymi wieszczami.  Z żoną króla Messenii, również bez wiedzy jej męża, Apollo miał córki, zwane Leukippidami.

5. APOLLO, TY DRANIU

800px-Piero_del_Pollaiolo_(attr.)_Apollo_and_Daphne

Piero del Pollaiolo (?), Apollo i Dafne, ok. 1470-80, olej na desce; dziś w National Gallery w Londynie.

Tu dochodzimy wreszcie do kategorii może nie najliczniejszych, ale za to najbardziej znanych mitów o Apollinie i kobietach: tych mianowicie, kiedy Apollo zachował się – mierząc naszą współczesną miarą, oczywiście! – jak ostatni drań i bałwan; ba, czasem nawet starożytni miewali poczucie, że przegiął.

Przyjrzyjmy się kilku z jego popisowych wyczynów.

Wszyscy chyba znamy mit o Dafne, nimfie, która nie chciała mężczyzn ani romansów. Apollo jednak, świeżo po pokonaniu Pytona, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia – co, w kontekście zarówno greckim, jak i rzymskim zwykle oznacza „zobaczył ją i natychmiast postanowił zgwałcić”. Dafne tak strasznie nie chciała zostać kochanką/ ofiarą Apollina, że ubłagała swego ojca, boga rzeki Peneus, by za pomocą swej matki Gai zamienił ją w drzewo. Apollo uczynił drzewo Dafne – laur – swoim symbolem.

A to nie jest jeszcze szczyt możliwości Apollina w kwestii traktowania (realnych i potencjalnych) kochanek. Nimfę Koronis, która będąc z nim w ciąży zdradziła go z innym, kazał zabić swojej siostrze, Artemidzie (ale płód uratował – może to medyczny cud sprawił, że to dziecko, Asklepios, zostało herosem-wynalazcą medycyny). Mieszkająca w Achai (pd. Grecja) dziewczyna imieniem Bolina tak bardzo bała się zalotów boga, że rzuciła się w morze: Apollo jednak nie pozwolił jej umrzeć i zamienił w nieśmiertelną nimfę (ale czy zrobił to ze współczucia czy też po to, by ją potem uwieść, mitologia milczy – o Bolinie mamy tylko jedną wzmiankę z antycznego „przewodnika turystycznego” z II w. n.e.). Nimfa Okyrroe z wyspy Samos też nie chciała zostać kochanką boga; próbowała uciec przed nim łodzią, a Apollina tak to oburzyło, że zamienił i dziewczynę, i łódź w kamienie. Okeanidę Melię porwał Apollo z domu starego Okeanosa i jego żony Tethys i zabrał do Teb. Brat dziewczyny, Kaanthos, wyruszył, by ją odzyskać na rozkaz rodziców, a gdy mu się nie udało – podpalił świątynię porywacza. Apollo zabił go za to z łuku, a Melię zatrzymał u siebie i spłodził z nią wieszcza Tenerosa i boga lokalnej tebańskiej rzeki, Ismenosa.  Z córką króla Troi Priama, Kasandrą, zawarł pakt: da jej zdolności wieszcze, których królewna pragnęła, w zamian za seks. Kasandra się zgodziła, ale kiedy bóg uczynił ją wieszczką, seksu odmówiła. Apollo, który nie mógł cofnąć daru, nie zrezygnował z zemsty – dołożył dziewczynie dodatkową cechę. Jej przepowiednie, owszem, miały zawsze być prawdziwe – nikt, ale to nikt nie miał jednak w nie uwierzyć. Królewna Dryope z kolei uratowała kiedyś i zabrała do domu rannego żółwia. Kiedy tylko zostali sami, żółw przybrał boską postać, by uprawiać seks z dziewczyną – ewidentnie Apollo czegoś się od ojca nauczył. Historia o przybraniu innej postaci pojawia się też w jednej z najciekawszych opowieści o romansie Apollina – ciekawej, bo nie mitycznej, a propagandowej. W postaci węża miał mianowicie Apollo uwieść pewną młodą Rzymiankę, od niedawna zamężną. Kiedy więc młoda kobieta, Atia Balba Cezonia, urodziła syna, wzięto go za dziecko jej męża, Gajusza Oktawiusza. W rzeczywistości jednak chłopiec był synem Apollina – a synem tym był, jak się pewnie część czytelników domyśla, boski Oktawian August (który był również na 100% autorem tego pseudomitu – w końcu w podobny sposób mieli zostać spłodzeni przez bogów Aleksander Wielki i Scypion Afrykański; tu więcej o Atii i jej rodzinie).

No i jest jeszcze Kreuza, ateńska królewna. Jej historia do czasów Eurypidesa wygląda jak typowy mit genealogiczny: Kreuza jest córką króla Aten, wychodzi za króla wyspy Eubei, ma z nim syna Iona, który zostaje herosem-eponimem Greków jońskich. Eurypides jednak przekształca jej historię (nie wiemy, czy sam stworzył tę wersję, czy też zaczerpnął ją z nieznanych nam dziś źródeł) i opowiada ją tak:
Kreuza była ostatnim, po heroicznej śmierci sióstr (zabił je rodzony ojciec, by ratować kraj ofiarą z dziewic), dzieckiem króla Aten Erechtheusa.  Apollo napadł ją i zgwałcił pewnej nocy, podczas świąt (a Eurypides rozumiał kobiety i opisał los Kreuzy naprawdę przejmująco). Dziewczyna aszła w ciążę i ukryła ją przed rodzicami, a kiedy urodziła synka – zostawiła go w jaskini, tej samej, w której została zgwałcona, na śmierć. Niedługo potem wydano ją za mąż za króla wyspy Eubei, Ksuthosa, którego ani nie kochała, ani za bardzo nie szanowała; była jednak świadoma, że jej rodzinie wojowniczy Ksuthos potrzebny jest jako sojusznik i następca tronu. Kiedy przez wiele lat małżeństwa Kreuza i Ksuthos nie doczekali się syna, królowa wiedziała, że to jej wina: w końcu de facto zabiła swoje pierwsze dziecko i mogła oczekiwać za to kary bogów. Po latach czekania na dziedzica król w końcu postanowił zrobić to, co każdy Grek. Tak, zgadliście: pojechać do wyroczni. Do Delf. Do Apollina.
Kreuza nie mogła protestować – nie chciała zdradzić swojej strasznej tajemnicy, z której brzmieniem żyła już tyle lat. Była przerażona, że Apollo wszystko powie jej mężowi i załamana samą perspektywą spotkania z bogiem. Nawet nie wiedziała, że sympatyczny młody sługa świątynny, z którym rozmawiała po przyjeździe, to syn, którego urodziła Apollinowi. Bóg uratował dziecko, ale nie raczył nic powiedzieć jego matce, która osiemnaście lat przeżyła w poczuciu, że skazała synka na śmierć. Ba, teraz też jej nie powiedział, wymyślił za to wyjątkowo głupi podstęp. Własnej wieszczce kazał mianowicie skłamać i powiedzieć Ksuthosowi, że nie ma co czekać na nowego syna, skoro jednego już ma, choć o tym nie wie. Spłodził go z pewną dziewczyną w czasach kawalerskich i co więcej, za chwilę go spotka: będzie nim pierwszy młodzieniec, którego napotka po wyjściu z przybytku boga. Apollo wymyślił sobie, że w ten sposób bezboleśnie posadzi na tronie syna swojego i Kreuzy, tylko jak zwykle zapomniał wspomnieć o tym Kreuzie.
Kreuza tymczasem, kiedy usłyszała od męża o całej sprawie, dostała szału. Nieślubny syn! Na tronie jej ojca! Ona sama wzgardzona, bo nie urodziła dziecka, obciążona ponurą tajemnicą z przeszłości – a mąż się cieszy! Zrozpaczona, załamana, postanowiła zabić rzekomego „pasierba”, nie wiedząc, że to jej rodzony syn. Dopiero interwencja Ateny, która wyjaśniła Kreuzie całą sytuację, zapobiegła tragedii. Atena, patronka rodzinnego miasta Kreuzy, przyszła w miejsce swego brata Apollina i powiedziała wprost: Apollo się nie zjawi, bo się boi, że Kreuza będzie mu robić wyrzuty za to, co zrobił. No brawo, Apollo. Brawo.

5.  APOLLO, DOBRZE CI TAK

800px-Rape_Marpessa_Staatliche_Antikensammlungen_2417_n2

Idas (z łukiem) i Marpessa, których Zeus chroni przed Apollinem (niewidocznym z tej strony naczynia). Naczynie czerwonofigurowe, ok. 480 p.n.e., przypisywane Malarzowi Pana. Dziś w Staatliche Antikensammlungen (Monachium).

Po tym wszystkim człowiek z przyjemnością czyta historię młodej kobiety imieniem Marpessa. Była ona śmiertelną królewną-heroiną, wnuczką Aresa, i miała dwóch zalotników: Apollina i człowieka, księcia Idasa. Panowie rywalizowali tak ostro, że się pobili. W końcu interweniować musiał sam Zeus, który – niespodziewanie – zostawił sprawę w rękach samej zainteresowanej. Marpessa wybrała Idasa, bo – jak powiedziała – zestarzeją się wspólnie z mężem, podczas gdy Apollo prędko ją porzuci i na starość zostanie sama. Brawo ona – stworzyli z Idasem udane małżeństwo; może aż za udane, bo kiedy mąż zginął, Marpessa, nie chcąc żyć dalej bez niego, popełniła samobójstwo.
Inna wersja jest jeszcze bardziej heroiczna – mówi ona, że Apollo porwał Marpessę, gdy ta była już żoną Idasa i że śmiertelny heros ruszył na łuczniczy pojedynek z Apollinem, by ją odzyskać. Szczerze mówiąc, w tym pojedynku też bym kibicowała Idasowi, przy całej mojej do postaci Apollina sympatii.

A jak macie niedosyt historyjek, w których Apollo dostaje kosza, to zawsze jeszcze jest ta oto bajka Henryka Sienkiewicza. Miłej zabawy!

Apollo i młodzieńcy

Lektura greckich tekstów mitologicznych uświadamia człowiekowi dość jasno: generalnie niezbyt fajnie było zwrócić na siebie uwagę bóstwa, ale szczególnie fatalne było to w przypadku Apollina. A już najgorzej chyba było, kiedy Apollo się w kimś śmiertelnym zakochał.

Zacznijmy może od kochanków boga sztuki, bo jest ich mniej, niż zapisanych przez mitografów dziewcząt i kobiet, które uwodził.

Na początek – kilka faktów. O ile wśród kochanek i żeńskich obiektów uczuć Apollina znajdują się zarówno śmiertelniczki, jak i boginie, o tyle wszyscy jego kochankowie to ludzie, nie ma wśród nich bogów. Dlaczego? Ano dlatego, że w dość powszechnym odczuciu Greków związek homoseksualny jest związkiem hierarchicznym, gdzie inną rolę ma do odegrania dorosły mężczyzna-kochanek, a inną – podporządkowany mu, uczący się od niego ukochany młodzieniec. Przeniesienie takiej relacji na związek bóstwa z człowiekiem jest proste – ale jak ustalić hierarchię między bogami? To zapewne dlatego w zasadzie nie mamy historii męsko-męskich romansów wśród bóstw greckich.

Kim więc byli kochankowie Apollina i jaki był ich los?

Po pierwsze – Hiakintos/ Hiacynt. W najbardziej popularnej wersji mitu był on księciem, synem króla Amyklasa i jego żony Diomede. Tu mamy, w punktu widzenia naszej wrażliwości, pewien problem: Diomede otóż była córką króla Tesalów, Lapithesa, ten zaś – synem nimfy Stilbe i, no cóż, Apollina. Zakochał się więc bóg muzyki bez pamięci we własnym prawnuku. A może być, w sumie, jeszcze gorzej: część mitografów uważa, że siostrą-bliźniaczką Hiakintosa była Dafne – tak, ta sama, którą Apollo spotkał w swoim pierwszym dniu na greckiej ziemi, po pokonaniu Pytona, i którą prześladował tak, że wolała zamienić się w drzewo…

Hyakinthos

Zefir i Hiacynt, attyckie naczynie czerwonofigurowe, dziś w Museum of Fine Arts, Boston (USA)

Hiakintosa mitologia i literatura grecka bardzo mocno wiąże z homoerotyzmem. Miał być pierwszym młodzieńcem zaangażowanym w związek z innym mężczyzną, śmiertelnikiem Thamyrisem, i pierwszym, w którym zakochało się dwóch bogów: pierwszego z nich, boga wiatru zachodniego, Zefira, Hiakintos porzucił dla Apollina (sztuka grecka jednak zachowała dla nas całkiem sporo scen erotycznych, ukazujących Zefira i królewicza, patrz wyżej).

The_Death_of_Hyacinthos.gif

Jean Broc, Śmierć Hiacynta, olej na płótnie, 1801, dziś w muzeum w Poitiers (Francja).

Nie dajmy się nabrać dziewiętnastowiecznej sztuce: Hiakintos miał małe szanse być wiotkim chłopcem o delikatnych dłoniach, bladej cerze i długich blond lokach. W Sparcie i leżących niedaleko Amyklach, skąd pochodził jego ród, Hiakintosa czczono jako herosa-wojownika, idealnego młodego żołnierza, a mitografowie wspominają, że on i Apollo najchętniej spędzali czas na polowaniu, wspinaczce i ćwiczeniach sportowych. To właśnie w trakcie tych ostatnich zazdrosny Zefir sprawił, że Apollo zabił kochanka: bóg wiatru pchnął dysk rywala tak, że ten uderzył Hiakintosa w czoło i zabił na miejscu. Na nic zdały się moce leczenia, jakimi dysponował Apollo, bóg-uzdrowiciel: ukochanego nie ocalił. Tradycja świąt ku czci Hiakintosa w Amyklach sugerowałaby jakiś mit o jego wskrzeszeniu, być może analogiczny do opowieści o Adonisie/ Attisie / Dafnisie itd.; najpowszechniejsza wersja mówi oczywiście o metamorfozie i o powstaniu z krwi Hiakintosa kwiatu hiacynta.

Istnieje drugi, niemal identyczny mit, tym razem dotyczący młodzieńca imieniem Hymenajos, rodem z Arkadii; Apollo miał go pokochać, a potem, przypadkiem, zabić dyskiem podczas ćwiczeń.

800px-Cyparissus_mg_0159

Jacopo Vignali, Kyparissos, lata 70. XVII w., olej na płótnie; obecnie w Muzeum Sztuk Pięknych w Strasbourgu.

Inny z kochanków Apollina, Kyparissos, też skończył tragicznie. Kyparissos był księciem wyspy Keos, słynnej między innymi z tego, że żył tam cudowny jeleń, ulubieniec bogów i ludzi. To boskie zwierzę o złotych rogach, łagodne i życzliwe, zostało przypadkiem zabite przez młodego królewicza podczas polowania. Kochanek Apollina nie dał się pocieszyć po tym wypadku – był do jelenia przywiązany, często chodził razem z nim do źródła i traktował go jak przyjaciela. Nic nie pomogło – nawet zaklęcia i prośby zakochanego boga. Kyparissos po długim okresie smutku postanowił ostatecznie odebrać sobie życie. Apollo, który go kochał, nie pozwolił mu umrzeć, odebrał mu jednak udrękę i świadomość: przemienił ukochanego w cyprys, drzewo smutku.

The_Awakening_of_Adonis_-_John_William_Waterhouse_(1899)

John William Waterhouse, Przebudzenie Adonisa, 1899-1900, olej na płótnie, kolekcja prywatna (obraz należy do Andrew Lloyda Webbera, tak skądinąd).

Kochankiem Apollina miał być też Adonis, tu traktowany jak wcielenie antycznego greckiego rozumienia biseksualności: mitografowie (a konkretnie Ptolemeusz Hefajstion w I/II w. n.e.) wskazują, że był jednocześnie kochankiem Apollina i Afrodyty, z nią uprawiając seks jak mężczyzna, z nim – jak kobieta (yup, tak to sobie właśnie Grecy tłumaczyli). Adonis też umarł młodo, zabity na polowaniu przez dzika (i to jest dłuższa historia, o której kiedyś). Skądinąd według tegoż samego mitografa to Apollo miał osobiście zabić Adonisa, zmieniwszy się w dzika – nie z zazdrości, bynajmniej, a z powodów rodzinnych: Afrodyta miała oślepić jednego z synów boga poezji, kiedy ten podglądał, jak ona i Adonis uprawiali seks. Apollo, wściekły za tę niesprawiedliwą jego zdaniem karę, a nie mogąc zemścić się na bogini miłości, wyładował swój gniew na dawnym kochanku. Przyznajmy jednak uczciwie, że wersja ta jest znana tylko z jednego źródła: zazwyczaj dzik, który zabija Adonisa, jest albo wyjątkowo groźnym zwierzęciem pokonującym niedoświadczonego łowcę, albo – Aresem, chcącym odzyskać Afrodytę per fas et nefas.

Constance_Phillott_-_The_Herdsmen_of_Admetus

Constance Philippot, Pasterze króla Admeta, ok. 1890, kolekcja prywatna. Ten młodzieniec z lirą pod drzewem to zapewne służący królowi jako pasterz Apollo.

Zostaje jeszcze jedna historia miłosna z Apollinem jako kochankiem, zagadkowa i intrygująca. Kiedy mianowicie Apollo podpadł ojcu, Zeus zesłał go karnie na ziemię, by tam, w ludzkiej postaci, przez rok służył jako pasterz u króla Tesalii Admeta, znanego z odwagi i uczciwości. Kto się tu w kim pierwszy zakochał, nie wiadomo – starożytni poeci jednak już od czasów Kallimacha (III w. p.n.e.) uznają króla i boga-pasterza za kochanków. Apollo musiał rzeczywiście darzyć Admeta uczuciem – w końcu to dla niego upoił winem Mojry i namówił je, by pozwoliły Admetowi wrócić do życia, jeżeli po jego śmierci znajdzie się śmiertelnik, który poszedłby do Hadesu za niego! (i znalazł się, a raczej – znalazła, a może wręcz – została znaleziona, czy tego chciała, czy nie, i Eurypides napisał o tym wspaniały dramat, a ja kiedyś napiszę osobną notkę).
Przy czym niech sobie nikt nie wyobraża, że kobiety miały z Apollinem łatwiej. Zazwyczaj nie miały – choć jest kilka przykładów szczęśliwych związków Apollina z dziewczętami i nimfami, przeważają te tragiczne; o tym jednak już następnym razem.

Wcale nie mała syrenka

Cały „mój” kawałek internetów przez chwilę ekscytował się, pozytywnie lub negatywnie, tym, że ta oto młoda osoba – Halle Bailey  – została nową Disneyowską Małą Syrenką. Ja oczywiście, zagrzebana po uszy w czym innym, nie miałam okazji się w temacie wypowiedzieć. Ale co mi tam, zrobię to teraz.

GettyImages-1142107652

Jak by to powiedzieć  – to poniżej to wcale nie jest syrenka.

Ariel_disney

To jest syrenka.

Odysseus and the Sirens

A nawet kilka syrenek. Siedzą sobie na skałach i trochę nie mogą się doczekać, żeby zjeść Odyseusza i jego towarzyszy.

Greckie syreny, bo o nich tu mowa, to postacie dość zagadkowe.

Ich nazwę, Σειρῆνες [sejrenes], łączy się najczęściej ze słowem σειρά [sejra, z akcentem na ostatnią sylabę], znaczącym „sznur”, „więzy”. To całkiem pasuje, zobaczcie – syreny wiążą nieszczęsne ofiary swoją pieśnią – a konotacje więzów i pętania z magią, nie tylko starożytną, są przecież bardzo mocne.

Najczęściej kojarzymy te antyczne syreny właśnie ze sceną ukazaną powyżej na słynnym attyckim czerwonofigurowym naczyniu: z konfrontacją ich morderczej magii ze sprytem i nieopanowaną ciekawością Odyseusza, któremu udało się, nie pierwszy i nie ostatni raz, zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko: i być jednym z ludzi, który słyszał pieśń syren, i jednocześnie tym, który zdołał przeżyć to doświadczenie. No, tym razem trochę mu pomogła Kirke – tak, w Odysei to ona, nie Odys, jest autorką pomysłu z przywiązaniem się do masztu. Dziwnie się jakoś o tym zapomina, wychwalając przemyślność herosa…

Wokół syren narósł później mit, jakoby pożerały swoje ofiary; czy jednak te w Odysei nie oczarowują ich, świadomie czy nie, dla samego oczarowania? Opis stosów kości na wybrzeżu ich wyspy, z których powoli odpadają gnijące resztki ciała (Odyseja XII, 39 – 58) sugeruje, tak naprawdę, obie możliwości. Pisząc o syrenach, Jane Ellen Harrison (1850-1928), jedna z twórczyń współczesnego mitoznawstwa w kontekście kultury greckiej, zwraca uwagę na inne możliwości interpretacji: według niej mężczyźni, którzy usłyszeli pieśń syren, mieli – uwiedzeni jej profetyczną treścią i obietnicami objaśnienia wszelkich tajemnic życia, zasłuchani – umierać w rodzaju nirwany wynikłej z całkowitego odrzucenia wszystkiego, co ziemskie i światowe, z zapomnienia, że trzeba jeść i pić i żyć…

O21.1Seiren

Syrena, naczynie apulijskie, IV w. p.n.e.

Dla Syren, według najpowszechniejszej wersji, spotkanie z Odyseuszem skończyło się znacznie gorzej, niż dla herosa. Część popularnych wersji mitu (np. Hyginus 141) mówi, że Syreny były dotknięte klątwą: mogły żyć tak długo, póki żaden śmiertelnik nie zdołał wymknąć się po usłyszeniu ich pieśni. Wyczyn Odyseusza sprawił, że rzuciły się do morza i utonęły (może z wyjątkiem jednej, ale o niej później).

A może jednak było inaczej? Odyseusz nie był przecież jedyny. Przed nim inny śmiertelny heros usłyszał pieśń Syren – choć może wcale jej nie słyszał. Apollonios z Rodos (Argonautyki IV, 885 – 922) opisuje scenę, w której do wyspy Syren zbliżają się, w swojej podróży powrotnej do domu, Argonauci pod dowództwem Jazona. Już-już słychać było w powietrzu dźwięki magicznej pieśni, kiedy na pokładzie pojawił się Orfeusz ze swą lirą. Jego muzyka i cudowny głos, wraz z szumem wiatru i morza, zagłuszyły głosy syren. Usłyszał je tylko jeden z towarzyszy Jazona, młodego Butesa, syna Zeuksippe (która mogła być nimfą, jako córka boga rzeki, Eridanosa). Butes jednak nie zginął: choć rzucił się do morza, by dopłynąć do Syren, nie zdołał: z wody porwała go Afrodyta, która zabrała go na Sycylię, gdzie zatrzymała go jako kochanka (i urodziła mu syna Eryksa, od którego, a raczej od założonego przez którego miasta, pochodzi jej znany rzymski przydomek Ericina). Butes byłby więc trzecim śmiertelnikiem, który usłyszał syrenią pieśń i przeżył.

Czy Syreny umarły po spotkaniu z Odyseuszem, czy nie, to jedna sprawa. Skąd jednak w ogóle wzięły się na tamtej samotnej wyspie? I kim były, zanim stały się echami zabójczych głosów w morskim powietrzu?

 

Mitologia najczęściej widzi w Syrenach córki boga rzeki, Acheloosa, co na zdrowy mitologiczny rozum czyniłoby je nimfami (o czym później). Ich matką miała być albo śmiertelna królewna imieniem Sterope (Apollodoros, Biblioteka 1, 63), albo któraś z Muz – może Terpsychora (Argonautyki IV, 892), albo, co może wydawać się najlogiczniejsze (ale gdzie mitologia, a gdzie potocznie rozumiana logika!) muza pieśni, Melpomene (Hyginus, Apollodoros). W Helenie Eurypidesa pojawia się jeszcze jedna sugestia, widząca w Syrenach bóstwa o genealogii znacznie starszej – córki Gai/ Ziemi, zapewne zrodzone albo partenogenetycznie, albo ze związku z Uranosem.

Najczęściej przekazuje się trzy warianty imion Syren. Często nosiły imiona  Telxiope, Telxinoe i Telxiepea (wszystkie związane z rzeczownikiem θέλξις, thelxis, oczarowanie, czar); znaczyłyby one mniej więcej tyle co Oczarowująca Obliczem, Oczarowująca Umysłem, Oczarowująca Słowami.  Drugi zestaw imion Syren to mające dość zbliżone znaczenia Molpe, Peisinoe i Aglaofonos – Pieśń, Ta, Która Przekonuje Umysły i Ta O Cudownym Głosie. W trzecim wreszcie z popularnych wariantów mamy cztery Syreny: Ligeję, Leukozję, Aglaope i Partenope. Zostawmy tę ostatnią (O Dziewiczym Obliczu) i zauważmy, że znów mamy imiona z tej samej sfery znaczeń (O Jasnym/Wysokim Głosie, Biała, O Jasnym Obliczu). Oczywiście, czasem te imiona się łączyły na różne sposoby – u Hezjoda na przykład w Katalogu kobiet mamy Telxiope lub Telxinoe, Molpe i Aglaofonos.

Młode Syreny – może właśnie jako nimfy? – były, według dość powszechnej zgody mitografów, towarzyszkami córki Demeter, Kory, którą bawiły swoimi pieśniami. Widzicie to, prawda? Syreny, jeszcze bez skrzydeł, z ich wieszczą pieśnią, zbyt potężną dla śmiertelnych, i dziewczynka, która ma stać się królową umarłych i panią życia i śmierci, słuchająca ich muzyki…

Greckie syreny nie mają rybich ogonów: mają ptasie skrzydła, nogi i korpusy, dodane do kobiecych głów. Tę ptasią formę nadała im, według niektórych mitografów, Demeter, by ułatwić poszukiwanie ich porwanej przyjaciółki, swojej córki (Owidiusz, Metamorfozy, 552 i nast.) – choć według innych ukarała rzeczne nimfy przemianą w ptasiokształtne kobiety, gdyż nie zdołały uratować Kory przed porywaczem… (Hyginus 141). W mitologii greckiej taka pół-kobieca, pół-ptasia forma skojarzona jest jednocześnie z potwornością, śmiercią i wieszczymi talentami – mają ją Kery, boginie śmierci w bitwie, zbierające się w postaci czarnych ptaków po skończonych walkach, mają harpie, mordercze, choć, jak wiemy z Eneidy, obdarzone zdolnością wróżenia. Syreny znakomicie do tego modelu pasują.

Syreny – przez swą pełną zabójczej wiedzy pieśń, przez władzę nad życiem, przez związki z Korą/Persefoną, przed podobieństwo do Ker i harpii – związane są wyraźnie ze śmiercią i zaświatami. W sztuce greckiej i rzymskiej często spotykamy się z wizją Syreny-psychopompa/płaczki, związanej z grobami i pochówkami, opłakującej zmarłych.

320px-Funerary_siren_Louvre_Myr148

Syrena-płaczka, figurka z Myriny (Grecja), I w. p.n.e.

Czym jest pieśń Syren? Dla mnie nie ma jej doskonalszego oddania, niż w krótkim, olśniewającym wierszu Rilkego (tu w przekładzie innego olśniewającego poety):

Kiedy owym, które go gościły
i pytały, jeszcze w późny wieczór,
o podróżnych niebezpieczeństw siły,
opowiadał cicho: nie mógł przeczuć,

jaka trwoga w ich słowach trzepoce,
że i one, i on wiedzą o tem,
jak w ściszonej błękitem zatoce
wyspy owe obsiewają zlotem,

które czyni, że niebezpieczeństwo
znika; bo nim nie jest szum, co rośnie,
ani fal rozhukanych szaleństwo,
lecz zagarnia żeglarzy bezgłośnie,

którzy wiedzą, że kędyś wyrosła
z złotej wyspy pieśń na widnokręgu,
więc wspierają się ślepe o wiosła,
już w kręgu

owej ciszy, z której w uszy wioną
wszystkie dale wzniesione dokoła,
tak jak gdyby był jej drugą stroną
śpiew, którego nikt przemóc nie zdoła.
(przeł. K.K. Baczyński)

Cisza, wiecie? Cisza, gotowa na słowa i melodię, których nie da się odsłyszeć, na wiedzę nie do zapomnienia, na potęgę nie dla ludzkiego ucha przeznaczoną, ukrytą w słowach i muzyce.

Z41.1Seirenes

Wyspa Syren, mozaika rzymska, Bardo (Tunezja), II/III w. n.e.

Mieliśmy na moment jeszcze wrócić do Syreny, co to być może nie umarła z pozostałymi, i do Partenope. To właśnie ona w niektórych wersjach jest tą ocalałą Syreną. Według popularnej lokalnej legendy, Partenope, żywa lub martwa, przyczyniła się do założenia Neapolu – albo bowiem mieszkańcy zbiegli się i oddali boską cześć wyrzuconej na brzeg martwej półbogini, albo to ona sama, jak najbardziej żywa, stała się miastem lub jego założycielką. W tej ostatniej, rzymskiej wersji, Partepone osiadła w Zatoce Neapolitańskiej, gdzie byłoby jej całkiem dobrze, gdyby nie natrętny centaur imieniem Wezuwiusz, który uparł się, żeby ją zauroczyć, a jak się nie uda – zgwałcić. Syrenie pomógł w końcu Jowisz, który zamienił natręta w – no serio, to chyba oczywiste, w co – i umożliwił Syrenie spokojne życie. To dlatego wulkan Wezuwiusz jest tak zawzięty i gotowy zniszczyć miasto naszej Syreny…  Ta opowieść być może związana jest z greckim jeszcze mitem (znanym z dziwacznych, fragmentarycznych aleksandryjskich źródeł), w którym to Syreny spowodowały ostateczną zagładę Centaurów.

Delle_imprese_trattato_detail

Szesnastowieczna ilustracja, przedstawiająca Partenope gaszącą płomienie Wezuwiusza wodą z własnych piersi. Ten sam motyw ukazany jest na znanej neapolitańskiej fontannie Spinacorona. 

A co z Arielką, zapytacie? Ano, Arielka nie jest żadną syreną, przynajmniej według greckiego nazewnictwa. Jest Nereidą – morską dziewczyną z rybim ogonem. A Nereidy to zupełnie inna historia, zapewne na jakiś następny raz :). Oczywiście, nie zamierzam toczyć wojen o utarte już znaczenie słowa „syrena” w językach nowożytnych – zupełnie mi ono nie przeszkadza, choć jednocześnie uważam, że warto czasem zajrzeć do etymologii i źródeł, poszukać starych, intrygujących historii.

Mięta, dziewczyna Hadesa

Dzisiejszy wpis zaczął się od takiego oto obrazka, który mi zawędrował na fejsbukową stronę.

Hades11

I o ile w kwestii apokalipsy zombie Hades ma rację, o tyle z tą jedną żoną/ brakiem kochanek to jednak troszkę ściemnia.

Fakt, gdzie mu się tam równać z Zeusem czy Posejdonem, a nawet z bratankiem Apollinem. Mityczni znawcy genealogii nie notują jakichś tabunów kochanek, kochanków czy potomstwa pana podziemi. Nie znaczy to jednak, że wcale ich nie było. Była co najmniej jedna. Co prawda wiedza o niej ukryta jest w niewielkich fragmentach dzieł autorów czytanych na studiach klasycznych rzadziej, jak geograf Strabon (przełom I w p.n.e. i I n.e.) lub, tak po prawdzie, wcale (poemat dydaktyczny Halieutica, czyli „Sprawy morskie” Oppiana, twórcy z II w n.e.), nie znaczy to jednak, że starożytni o niej zapomnieli. Miała na imię Minthe (gr. Μίνθη).

800px-Mint-leaves-2007

Zdjęcie autorstwa Kham Tranhttp://www.khamtran.com

Tak, dobrze Wam się to imię kojarzy. Minthe znaczy mięta, choć tak naprawdę – nie wiemy, co znaczy: etymologia greckiego słowa jest trudna do określenia, głównie dlatego, że słowo minthe prawdopodobnie ma korzenie starsze niż obecność Greków w Europie; wiele wskazuje, że mamy tu do czynienia z wyrazem o przedindoeuropejskim źródłosłowie.

Miętę jako roślinę Grecy znali i chętnie się nią posługiwali: powiązana z zaświatami i zmarłymi, była używana w rytuałach pogrzebowych, a także, prawdopodobnie, jako składnik świętego napoju pijanego podczas misteriów w Eleuzis, zwanego kykeon. Znano również jej właściwości lecznicze, z których i my do dziś chętnie korzystamy.

Jak wiele roślin mających znaczenie w kulcie, mięta także kojarzona była z boską postacią. I tu właśnie wchodzi w naszą historię Hades i jego dziewczyna.

Zdaniem tych nielicznych mitografów, którzy o niej pisali, było tak: Hades się zakochał. Było to zanim jeszcze spotkał porwał Persefonę. Wtedy to nad Kokytosem, gorzką rzeką łez, ujrzał najadę tej rzeki, imieniem Minthe.

Najady – nimfy związane ze słodką wodą – kojarzą się nam głównie ze strumykami, jeziorkami i źródłami otoczonymi zielenią. Rzeki Podziemia jednak też swoje nimfy miały.  Jedną z nich była Orfne, nimfa ciemnych mgieł snujących się nad Styksem, inną – Leuke, o której będzie jeszcze dzisiaj mowa. Minthe też należała do tego grona: Kokytos, bóg podziemnej rzeki, był jej ojcem.

Minthe zakochała się w Hadesie, a Hades w niej, przynajmniej na jakiś czas. Potem jednak na horyzoncie pojawiła się Persefona i bóg zaświatów zapomniał o rzecznej bogince. Minthe kiepsko to znosiła. Jak pisze wspomniany wcześniej Oppian,

Mięta pachnąca, jak mówią, była kiedyś dziewczyną,
nimfą wody podziemnej, gorzkiego córką Kokytu.
Sypiała w łożu Hadesa. Gdy jednak ten Persefonę,
pannę-boginię, porwał z łąk u stóp Etny ognistej,
Minthe nadmierną rozpaczą i zuchwałymi słowami
dręczyła wszystkich, jakby rozsądek straciła z zazdrości,
a wściekłość ją bezrozumna pchała ku czynom niegodnym.
Gniewna Demeter za to zdeptała boskimi stopami
Nimfę, co za piękniejszą się miała od ciemnookiej
Kory i swoje kształty nazwała doskonalszymi.
„Hades za mną zatęskni”, mówiła, „i wróci do mnie,
A tamtą, moją rywalkę, precz wypędzi z pałacu!”
Takie to słowa szał zazdrości jej kazał wykrzyczeć.
(Oppian, Halieutica, III: 486 – 496, przekład własny)

Jak widać, w tym przypadku tragiczny los Minthe spowodowany był nie przez rywalkę, a przez jej matkę; Strabon z kolei sugeruje nieco inne pochodzenie naszej nimfy i odrobinę inne rozwiązanie:

W pobliżu miasta Pylos jest góra, nazwana na cześć Minthe. Według mitu była ona konkubiną (pallaken, παλλακὴν) Hadesa, która została zdeptana przez Korę i zamieniona w ogrodową miętę (Strabo, Geografia, 3, 8, 14, przekład własny).

Ta Minthe, dodajmy na marginesie, raczej nie była najadą, nimfą wody: skoro na jej cześć nazwano górę,  była zapewne oreadą, jedną z nimf związanych ze skałami, górami i wąwozami. Jej ojcem w tej wersji był nie bóg rzeki, ale, jak można się domyślać, któryś z Orosów, bogów gór, potomków Gai – Matki Ziemi.

Populus_alba_leaf

Liście białej topoli (Populus alba); zdjęcie autorstwa MPF, na licencji GNU Free Documentation License

A z tymi żonami też nie było tak prosto. Są pewne poszlaki wskazujące, że Persefona była nie pierwszą, a drugą żoną Hadesa, poślubioną długo po tym, jak tę pierwszą, bardzo kochaną, stracił.

Niektóre nimfy, widzicie, bywały śmiertelne. Taki był los Leuke, ponoć najpiękniejszej z Okeanid – nimf morskich, córek Okeanosa. Wśród Okeanid były zresztą i te nieśmiertelne nimfy – wystarczy przypomnieć wzmiankowaną w jednym z poprzednich spisów Doris, matkę Nereid. Hades pokochał Leuke i zabrał ją w zaświaty, na Pola Elizejskie, choć wiedział, że jest śmiertelna; a kiedy Leuke zmarła, przemienił ją w drzewo białej topoli, o dwukolorowych liściach: białych jak morska piana, ciemnych jak niebo Elizjum.

Nie mamy wizerunków tych poprzedniczek Persefony w życiu (?) boga zmarłych, ale mamy wszędzie dookoła nas – także w Polsce – związane z nimi rośliny. Powąchajcie miętę, przyjrzyjcie się liściom topoli na wietrze i przypomnijcie sobie te prawie zapomniane mityczne opowieści.