Kto stał za spiskiem na Cezara?

Jak pewnie wiecie, uwielbiam teorie spiskowe – i dziś, w dniu Idów Marcowych, pobawimy się jedną z tych bardziej rozrywkowych. Rozrywkowych, choć dotyczy morderstwa i spisku – i chyba nietrudno się domyślić, jakiego spisku i czyjego morderstwa.

Asterix

Historię mniej więcej znamy ze szkoły: pierwszy triumwirat, podbój Galii, wojny domowe, wyeliminowanie Pompejusza, potem dyktatura in perpetuum, narastająca niechęć senatu, spisek, sen Kalpurnii, I ty, Brutusie, sztylety, testament, deifikacja. A wiecie, że mogło być zupełnie inaczej?

Jest, widzicie, taka teoria. Spiskowa, jakby.  W 2003 roku dziennikarz Richard Girling w popularnonaukowym artykule zaproponował nowe, zaskakujące wyjaśnienie pewnych zagadek, związanych z naszym materiałem źródłowym, dotyczącym śmierci Cezara.

Teza Girlinga brzmiała dość prowokująco i bardzo, bardzo spiskowo. Otóż jego zdaniem to Gajusz Juliusz Cezar osobiście zorganizował zamach na siebie samego.

Takie teorie spiskowe bardzo lubimy na tym blogu. I o tej teorii trochę sobie dzisiaj opowiemy.

1280px-Jean-Léon_Gérôme_-_The_Death_of_Caesar_-_Walters_37884

Śmierć Cezara, Jean Léon Gérôme, ok. 1859–1867, olej na płótnie. Źródło ilustracji: Wikipedia, domena publiczna.  

Dlaczego niby Gajusz Juliusz Cezar miałby zaplanować tak skomplikowane i pokrętne samobójstwo? W kulturze rzymskiej śmierć z własnej ręki nie przyniosłaby mu hańby ani nie nałożyła społecznego ostracyzmu na rodzinę. Skąd taki pomysł?

Autor tej teorii pyta jednak najpierw: jakim cudem w ogóle ten zamach się udał?

Po pierwsze, Cezar miał multum ostrzeżeń od swoich szpiegów, ale obszedłby się nawet bez nich: w Rzymie ewidentnie plotkowano o nadchodzącym zamachu, a i nasze źródła pokazują przynajmniej kilka scen, w których próbowano ostrzec dyktatora – czy to mówiąc, że ma być ostrożny, czy to sugerując istnienie ostrzegawczych wróżb, zapowiedzi i przepowiedni.

Po drugie, wiele wskazywało, że Cezar tego dnia w ogóle nie znajdzie się w senacie. Nie czuł się najlepiej (do tego jeszcze wrócimy), na dodatek dobrze znana anegdota głosi, że jego mniej więcej czwarta (1) żona, Kalpurnia, miała fatalnie wróżący sen. Kalpurnia ewidentnie, w odróżnieniu od męża, w sny i omeny wierzyła, a Cezar, według całej góry źródeł, przejął się na tyle, żeby obiecać jej, że nie pójdzie i dopiero sympatycy spisku przekonali go, by jednak poszedł tego dnia do pracy :).

Co prawda Cezar przez ostatnie miesiące życia trochę podpadł zarówno senatowi, jak i rzymskiej arystokracji. Przy czym podpadł im nie tylko politycznie – to zrobił już wcześniej – ale i osobiście. Nie wstał na przykład, by przywitać senatorów, co ich śmiertelnie obraziło. Dlaczego człowiek wcześniej ta k rozważny i będący niewątpliwem geniuszem propagandy i autopromocji nagle zaczął popełniać takie błędy? Czyżby aż tak oszołomił go sukces i zaślepiła krocząca przed upadkiem pycha?

Psychologicznie to zupełnie nie jest wykluczone. Richard Gorling jednak ma inną odpowiedź na wszystkie te problemy.

Retrato_de_Julio_César_(26724093101)Portret Cezara z II połowy I w. p.n.e., być może jedyny znany nam dziś wizerunek dyktatora wykonany jeszcze za jego życia.  Dziś w muzeum w Turynie. Źródło ilustracji: Wikipedia, domena publiczna.  

Otóż zdaniem Girlinga było tak. Cezar w roku 44 p.n.e. miał pięćdziesiąt sześć lat. W naszych czasach to raczej niewiele; w Rzymie też znano wielu, którzy żyli znacznie dłużej. Juliusz Cezar jednak był poważnie chory.

Tu Girling ma całkiem niezłe oparcie w źródłach: znana m. in. z Żywotu Cezara Swetoniusza scena opisuje nam ataki choroby, która wedle wszelkich danych mogła być jakąś formą epilepsji, na którą cierpiał Cezar (motyw ten, w połączeniu z inną powtórzoną przez Swetoniusza plotką, fantastycznie ograł serial HBO Rzym). Sugestia dziennikarza jest taka: Cezar cierpiał na ostrą formę padaczki skroniowej i wiedział, że niewiele mu aktywnego życia zostało. Autor łączy tę tezę ze znanymi ze źródeł informacjami o dręczących dyktatora napadach migreny, bezsenności i koszmarnie utrudniających publiczne funkcjonowanie ostrych biegunkach, i wyciąga wniosek: Cezar wiedział, że jest z nim źle.

W tej sytuacji, kontynuuje autor, dyktator musiał rozważyć, co chce zostawić po sobie jako swoje dziedzictwo. To z kolei wydaje się oczywiste: Cezar miał swoją wizję zarówno państwa, jak i swojego (i swojej rodziny) w tym państwie miejsca. Wiedział, że chce przekształcić Rzym – i nie, to nie jest ten moment, kiedy będziemy się zastanawiać, czy chciał mniej więcej dobrze, czy mniej więcej źle, na to nam będzie potrzebny kolejny wpis. Wobec tego, konkluduje Girling, pozostało mu tylko jedno: nie pozwolić chorobie zmarnować tego, co już przez wiele lat ciężkiej pracy, intryg, budowania politycznego kapitału, rzezi, osobistych poświęceń i politycznych draństw zdołał osiągnąć. A to oznaczało, że Cezar musiał znaleźć jakiś sposób, by przekuć fizyczną słabość w siłę.  Zdaniem Girlinga, mógł w tej sytuacji zrobić tylko jedno.

      Augustus_as_pontifex_maximus Oktawian August jako pontifex maximus, rzeźba marmurowa, Rzym, I w. p. n.e./ I w. n.e., obecnie w Museo Nazionale Romano. Zdjęcie z Wikipedii, domena publiczna.

Według tezy Girlinga, Cezar postanowił, że w takiej sytuacji jego zasadniczym celem powinno być utrwalenie władzy rodziny. Następcę już wybrał: był nim nastoletni wnuk siostry dyktatora, Gajusz Oktawiusz, późniejszy Oktawian August, który z Oktawiusza stał się Oktawianem podczas procesu przysposobienia – kiedy Cezar adoptował go jako swego syna, chłopak zgodnie z prawem zmienił nazwisko z Gajusz Oktawiusz, po rodzonym ojcu, na Gajusz Juliusz Cezar (po ojcu adopcyjnym) Oktawian, to ostatnie dla zaznaczenia biologicznej genealogii.

Idea Girlinga jest taka: Cezar uznał, że musi maksymalnie uprościć następcy proces przejmowania władzy. Nie mógł po prostu ogłosić się królem i zrobić Oktawiana swoim następcą: Rzymianie byli ciągle bardzo przeciwni monarchii i taki ruch zaszkodziłby, zamiast pomóc. Stąd też narodziła się idea: umrzeć jak męczennik. Zostać herosem. Ba, więcej: zostać, w oczach ludu, bogiem. Zamiast powoli umierać na pozbawiającą godności chorobę, zginąć na własnych warunkach w zaaranżowanym przez siebie samego spisku.

707px-Vincenzo_Camuccini,_The_Death_of_Julius_Caesar_(detail)Vincenzo Camuccini, Śmierć Cezara (detal), ok. 1804-5, olej na płótnie. Zdjęcie z Wikipedii, domena publiczna.

Jak niejeden po nim dyktator w historii świata, Cezar miał więc zorganizować opozycję przeciwko sobie, po to tylko, by móc ją w pełni kontrolować. Tym razem jednak kontrola ta – osiągnięta także przez fakt, że liczebnie stosunkowo niewielka rzymska arystokracja świetnie znała się między sobą i była powiązana więzami rodzinnymi i przyjacielskimi – miała na celu nie tyle wyłonienie i unieszkodliwienie autentycznych wrogów ustroju, co raczej – zagwarantowanie autorowi spisku nieśmiertelności, czy to w jego oczach rzeczywistej (przez ubóstwienie), czy to symbolicznej; przez to też miała pozwolić na realizację jego politycznych planów dla Rzymu, imperium i rodu julijskiego.

Czy ta teoria ma sens? Naukowo – no nie, nie oszukujmy się, nie za bardzo. Opiera się na czystych spekulacjach, domysłach i reintepretowaniu wybranych elementów materiału źródłowego – bo przecież jej autor z bogactwa informacji na temat ostatnich miesięcy życia Cezara wybiera tylko to, co pasuje do jego tezy. Warunków naukowości nie spełnia ta teoria w żaden sposób.

Ale też powiem wam szczerze: jako inspiracja dla fikcji brzmi to fantastycznie. Nie wiem, jak wy, ale ja z najdzikszą rozkoszą przeczytałabym/obejrzałabym coś opartego na takiej interpretacji losów Cezara!

Hinds

Ciarán Hinds jako Juliusz Cezar w I sezonie serialu HBO Rzym – chyba mój ulubiony filmowy Cezar!

 

(1) Ilość żon Cezara jest problematyczna. Maksymalnie było ich pięć, minimalnie – trzy.
[1.] Cossutia, narzeczona z młodości – źródła nie są pewne, czy doszło do zawarcia związku, czy zakończyło się tylko na narzeczeństwie.
2.  Kornelia, niewątpliwie żona, i to zdecydowanie przez Cezara kochana i ceniona. Córka ważnego polityka ze stronnictwa popularów, Lucjusza Korneliusza Cynny. Urodziła Cezarowi jego jedyne oficjalnie uznane dziecko, córkę Julię. Zmarła dość młodo.
3. Pompeja, krewna Pompejusza. Poślubiona z powodów politycznych, porzucona z tychże samych. To jest ta konkretna żona Cezara, która powinna być poza wszelkimi podejrzeniami.
[4.] Kleopatra VII, królowa egipska. Jakkolwiek wyglądał ten związek w świetle prawa egipskiego, nie był z rzymskiego punktu widzenia małżeństwem.
5. Kalpurnia, która Cezara przeżyła.

 

 

 

Trudno być bogiem

Czy zastanawiali/łyście się kiedyś, jak by to było – patrzeć na świat oczyma greckich bogów, a może jeszcze bardziej – herosów? Kino, ale i popularne opracowania mitologii przyzwyczaiły nas do pewnej określonej wizji tego świata: owszem, leje się krew, herosi i potwory porywają dziewczyny, bogowie często reagują pochopnie i są pełni mściwej satysfakcji z dokopania śmiertelnikowi, ale poza tym otacza nas świat znany i przewidywalny. Zielone drzewa. Malownicze wzgórza. Szemrzące strumyczki. Gorące słońce. Marmurowe posążki nimf w zagajnikach pod błękitnym niebem, szumiące trzciny, a na ich tle – czyjś prywatny dramat, czyli witamy w Metamorfozach Owidiusza.

Christian_Wilhelm_Ernst_Dietrich_-_A_pastoral_landscape_with_Diana_and_her_Nymphs,_1754

Christian Wilhelm Ernst Dietrich, Krajobraz sielankowy z Dianą i jej nimfami, 1754, w kolekcji prywatnej. Ilustracja ze zbioru Wikimedia Commons, domena publiczna.

 

Ale przecież, kiedy czyta się tych tekstów mitologicznych dostatecznie dużo, pojawia się człowiekowi przed oczyma i inny obraz.

Weźmy sobie za przewodnika, na przykład, Alchanosa. Nie znacie go z podręczników mitologii? A pewnie, że nie. Ze źródeł też nie za bardzo? Nic dziwnego.

Postać Alchanosa znana jest jedynie z tego, że był jakimś rodzajem pomniejszego bóstwa/herosa, syna Zeusa i nimfy imieniem Charidia.

motyl charidia.jpg

To też jest Charidia.  Konkretniej Charidia lucaria. Zdjęcie autorstwa Andreasa Kaya, udostępnione na licencji https://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0

Ani o matce, ani o synu nie wiemy nic poza tym: nie mamy nawet tej bazowej informacji, która o takich pomniejszych postaciach często się nam trafia, czyli czy/że któreś z nich założyło jakieś miasto, nadało imię miejscu etc. Obie postacie pojawiają się w korpusie pism chrześcijańskich pseudo-Klemensa, w passusie poświęconym niemoralnemu postępowaniu bóstw pogańskich, a konkretnie, jakże nieoczekiwanie, w kontekście wyliczenia zdrad małżeńskich Zeusa.

Nie wiemy więc nic o Alchanosie, prawdopodobnie nieśmiertelnym (2) synu władcy Olimpu i pomniejszej boginki – i dobrze. Tym skuteczniej, nieobciążony własną historią, posłuży on nam dziś za przewodnika.

341px-Feuerbach_Gaea

Anselm Feuerbach, Gaja, plafon w budynku Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, 1875. Zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons, domena publiczna

Żyjemy pasożytując na żywym ciele bogini. Matka Gaja urodziła nas wszystkich: boga-niebo, z którym spłodziła innych bogów,  kamienie, z których jej tytaniczni prawnukowie z woli bogów stworzyli ludzi, potwory z naszych koszmarów. Póki Słońce i Czas nie okiełznali jej pierwotnej płodności, rodziła, pod ciemnym niebem, w otchłani bez czasu, istoty niekształtne i hybrydyczne, niepodobne do tych, które chodzą dziś po świecie (3).  Ktoś, kto jest bóstwem bez przynależności, pra-prawnukiem Nieba i Ziemi, tak pewnie widziałby świat wokół siebie.

Z kolei niebo nad nami, jak zapewne widziałby je Alchanos, to pozostałość pradawnego Uranosa, wykastrowanego przez syna i strąconego w czarne podziemia. Za dnia każdy nasz krok śledzą oczy czterech koni – imiona ich wszystkich znaczą ognisty, płomienny, jaśniejący – i ich pana, boga-słońca na złotym rydwanie: nic nie ujdzie jego bystremu spojrzeniu (4). Nocą niebo patrzy na nas oczyma setek istot, przemienionych – za karę, w nagrodę, bo tak – w gwiazdy, i setek gwiezdnych nimf na niebie. Wśród nich z księżycowej twarzy patrzy na nas Selene: te wstydliwe tajemnice, które ukryliśmy przed jej bratem, nie ujdą jej oczom; a jak nie jej, to gwiazdom; a jak nie im, to trzeciej siostrze, Eos, otwierającej o świcie stajnie Heliosa i zaprzęgającej dla niego, wśród łuny poranka, cztery konie do rydwanu. Kiedy pewien zapomniany dziś łaciński poeta, być może niejaki Aulus Furiusz Bibaculus, opisał zimę w górach słowami Jowisz opluł zimowe Alpy siwym śniegiem, rzymskich krytyków to raczej rozśmieszyło (5), ale to nie jest całkiem tak, że to nieprawda: żyjemy, zdaniem Greków i Rzymian, w świecie żywych bogów, to, co boskie – lub od boga pochodzące – otacza nas ze wszech stron.

Jak się patrzy oczyma takiego Alchanosa, to to jest świat, chwilami, jak z najgorszego body horroru pożenionego z weird fiction i aż dziwne (dobra, żartuję, wcale nie dziwne), że autorzy fantastyki w ten sposób po niego nie sięgają. Trzcina, na przykład; trzcina była kiedyś nimfą imieniem Syringa, która tak bardzo nie chciała dać się zgwałcić, że kazała się zmienić w trzcinę (6). Kto wie, jak patrzeć – jak nasz Alchanos, jak Owidiusz – ciągle zobaczy w roślinie udręczone, przekształcone ludzkie ciało. Pamiętacie te barokowe Dafne, przemieniające się w drzewo bobkowe, już nie kobiety, jeszcze nie rośliny?

René-Antoine_Houasse_-_Apollo_et_Daphne_(Versailles)

René-Antoine Houasse, Apollo i Dafne (detal), 1677, Wersal. Ilustracja ze zbiorów Wikimedia Commons, domena publiczna.

Żywe głowy szczeniąt, wyrastające z ciała Skylli. Rozciągnięta na niebie, przykuta do krzesła w wiecznej torturze Kasjopea. Kamień-Niobe, który tylko na pozór nie cierpi: uwięziona we własnym skamieniałym ciele nieszczęsna matka pomordowanych dzieci czuje i pamięta, bo przecież, jak mówią starożytni autorzy, nie przestała płakać.  Dziewczyny, które rozpłynęły się we własnych łzach i stały źródłami. Chłopcy, wrzuceni przemianą w zwierzęce postacie, pozbawieni głosu i woli i, jak Akteon, rozszarpani przez własne psy.  Kwiaty u naszych stóp, piękne i delikatne; wyrosły z rozlanej krwi zamordowanego podstępem Hyakinthosa, zabitego na polowaniu przez dzikie zwierzę Adonisa, z łez Iji, której narzeczony wykrwawił się na jej oczach, po tym, jak w zesłanym przez boginię szaleństwie poddał się kastracji. Mięta, wyrosła z ciała zaświatowej nimfy, którą Demeter zatłukła i rozszarpała na strzępy za romans z Hadesem, niechcianym mężem swojej córki. Ptaki, noszące w sobie pamięć zbrodni, których się jako ludzie dopuściły, i krzywd, których doznały. Kiedy Grek na nie poluje, by je zjeść – co lub kogo zjada? Przepiórkę czy dawną boginię, która próbowała uciec od niechcianego zalotnika? Kuropatwę czy chłopaka, którego zabił jego mistrz, Dedal, bo mu zazdrościł talentu?

1200px-Woodcut_illustration_of_Niobe,_Amphion_and_their_dead_sons_-_Penn_Provenance_Project

Amfion, syn Zeusa, popełnia samobójstwo po tym, jak Apollo (tu ukazany w postaci słońca) pozabijał mu synów. Po lewej stronie Niobe, matka i żona. drzeworyt z ok. 1474, z niemieckiego wydania dzieła Giovanniego Boccaccia De mulieribus claris. Autor zdjęcia: cladcat, udzielone na licencji Creative Commons Attribution 2.0 Generic

Wszystko żyje. Drzewa, z których każde ma swoją hamadriadę. Góry, strumienie, chmury, łąki, polany, kamienie, morskie fale, gwiazdy, mgła – wszystko jest pełne bogów. Kamienie to nasi pradziadkowie i prababki – to z nich stworzyli nas Deukalion i Pyrra po potopie. Achilles jest synem morskiej fali, wnukiem Ziemi i Morza i Słodkiej Wody, pra-prawnukiem centaura, wnukiem góry, prawnukiem wyspy, pra-pra-prawnukiem rzeki i smoka.

Jeżeli jesteś bogiem – albo herosem, albo poetką, albo przeczytałeś/-aś o jedną książkę o mitologii za dużo – możesz nagle spojrzeć na świat z greckich opowieści inaczej. Nie wszystko, widzicie, da się wpisać w krajobraz z marmurową  nimfą i malowniczymi oliwkami.

Do zobaczenia, Alchanosie, nasz mini-Wergiliuszu, przewodniku po świecie trochę z piekła rodem. Może ktoś ci kiedyś wymyśli twoją własną historię.

 

(1) Tytuł nie tak całkiem przypadkowy

(2) Nie wszystkie dzieci nimf i bogów są nieśmiertelne: Asklepios (syn Apollina i nimfy Koronis), Ajakos (syn Zeusa i nimfy Eginy, który mniej więcej umarł – w krainie zmarłych sądzi ludzkie dusze) albo choćby Narcyz, ostatnio opisany syn nimfy i boga rzeki, to kilka przykładów.

(3) No chyba że kradzież jego własności, można by złośliwie powiedzieć w świetle XII księgi Odysei, kiedy to wiadomość o zjedzeniu Heliosowych krów przynoszą bogu słońca dopiero jego córki, nimfy Lampetia i Faetusa – sam Helios nic nie zauważył….

(4) Apoloniusz Rodyjski, Argonautyki 4: 673 i dalej.

(5) Iuppiter hibernas cana nive conspuit Alpes, Kwintylian, Kształcenie mówcy 8.6.17. Przekład mój.

(6) Zupełnie dla chętnych, mam o tym opowiadanie.

Nikt nie chce słuchać o grzecznych dziewczynkach

Pewnie znajdą się wśród czytelników i czytelniczek osoby, które z podobnym jak ja sentymentem wspominają serial HBO „Rzym” (a zwłaszcza jego pierwszy sezon). Jeżeli tak, to z łatwością rozpoznacie bohaterkę ze zdjęcia: Atię z rodu Juliuszów, matkę Oktawiana i zdecydowanie najbarwniejszą z bohaterek serii. Grana błyskotliwie przez Polly Walker Atia ukazana była w serialu jako nadmiernie ambitna, uparta, gotowa wszelkimi metodami – od uwodzenia przez szantaż po zlecenie zabójstwa – osiągnąć, co chciała, a jednocześnie – potrafiąca niepodziewanie pokazać swoją ludzką stronę.

Atia-Rome_(TV_series)

Polly Walker jako Atia. Zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons.
By Rome – HBO.com, Fair use.

Scenarzyści i producenci Rzymu wielokrotnie powtarzali, że ich celem było wykreować świat wiarygodny w kontekście rzymskiej kultury, choć niekoniecznie odzwierciedlający detale historycznej prawdy, gdy chodziło o losy bohaterów, ich pochodzenie czy związki rodzinne.

Postać Atii jest dobrą ilustracją tej koncepcji. W teorii oparta jest na historycznej postaci – biograficznie jej pierwowzorem była Atia Balba Cezonia (zwana też Atia Balba Secunda), która była…. Nie. Obawiam się, że w tym miejscu najpierw potrzebujemy drzewa genealogicznego.

800px-JulioClaudian.svg

Angielska wersja drzewa genealogicznego rodu julijskiego. Ilustracja ze zbiorów Wikimedia Commons, na licencji GNU Free Documentation License  

Dobrze, wiem, że to wygląda dość przerażająco. Spróbujmy jednak wybrać z tej listy raptem kilka postaci i umieścić je na historycznym tle. Od razu też wyjaśnię – zostawiamy na razie na boku kobiety z czasów Oktawiana Augusta i jego następców. Chwilowo zajrzymy głębiej w przeszłość.

Wyobraźmy sobie, że jest połowa lat 80. I wieku p.n.e. W Rzymie trwa dyktatura Lucjusza Korneliusza Sulli. Nie jest to specjalnie dobra wiadomość dla jego politycznych przeciwników: Sulla rozprawia się z nimi raczej bezwzględnie. Wysoko na liście wrogów są przede wszystkim zwolennicy nieżyjącego od 86 r. p.n.e. Gajusza Mariusza, wielkiego rywala Sulli.

Mariusz, o którym pewnie kiedyś będzie okazja powiedzieć więcej, bo był wybitnym reformatorem armii rzymskiej, zostawił po sobie wdowę, Julię. Julia zaś miała dwóch braci: Gajusza i Sekstusa Juliuszów. Cała trójka rodzeństwa należała do rodu julijskiego, a konkretnie do jego gałęzi zwanej po łacinie Iulii Caesares.

Julia i Mariusz mieli jednego syna, Gajusza Mariusza Młodszego, który popełnił samobójstwo jako młody człowiek – pokonany w wojnie domowej przez Sullę, nie chciał wpaść żywy w ręce wroga. Brat Julii, Sekstus, pełnił rozmaite funkcje polityczne i religijne i doczekał się syna, który tę tradycję kontynuował. Trzeci z rodzeństwa, Gajusz,  urodzony około 140 p.n.e., także zajmował się polityką – po Rzymianinie z jego pozycją trudno byłoby spodziewać się czegoś innego. Ożenił się z również pochodzącą z politycznego establishmentu Aurelią Kottą, która urodziła mu (wbrew pozorom, chyba niekoniecznie przez cesarskie cięcie) troje dzieci: dwie córki, Julię Starszą i Julię Młodszą, i syna, zwanego oczywiście, według rzymskich schematów, Gajusz Juliusz Cezar.

Tak, wiem, to jest kolejny Gajusz Juliusz Cezar na tej liście – ale to jest wreszcie ten właściwy. Ten Cezar, którego wszyscy kojarzymy. O, ten.

r22b

Źródło: oficjalna strona Asterixa

 

No dobra, raczej ten:

320px-Gaius_Iulius_Caesar_(Vatican_Museum)

Gajusz Juliusz Cezar, portret z I w. p.n.e., Muzea Watykańskie. Zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons, domena publiczna.

Myśleliście, że skończyłam być hobbitem i wymieniać kolejne pokolenia w tej genealogii? Otóż nie. Julia Starsza wyszła za mąż, zapewne dwukrotnie, i miała dzieci – jej synowie pojawili się jako dziedzice w testamencie Juliusza Cezara. Julia Młodsza natomiast wydana została za Marka Atiusza Balbusa. Balbus pochodził z ważnej rzymskiej rodziny – jego matką była Pompeja, ciotka Pompejusza Wielkiego, który miał stać się najpierw sojusznikiem, a potem wielkim rywalem Juliusza Cezara.

Julia urodziła Atiuszowi trzy córki. Najstarsza, Atia Balba Prima zapewne zmarła dość młodo. Trzecia i najmłodsza z sióstr, Atia Balba Tertia, jest nam znana głównie z informacji o swoich małżeństwach i dzieciach – historycznie rozpoznawalnych, choć oczywiście nie aż tak, jak dzieci jej średniej siostry, tej która najbardziej nas w tym miejscu interesuje: Atii Balbii Secundy.

Atia_Balba_Caesonia

Atia na szesnastowiecznej rycinie. Wizerunek ze zbiorów Wikimedia Commons, domena publiczna

Atia (jak ją od teraz będę skrótowo określała) wychodziła za mąż dwukrotnie. Pierwszy raz za Gajusza Oktawiusza: niezależnie od złośliwych sugestii późniejszych wrogów Oktawiana nie był on człowiekiem znikąd – należał do politycznego establishmentu, pełnił wysokie funkcje państwowe, a doszedłby pewnie i do wyższych, gdyby nie przedwczesna śmierć. On i Atia zdążyli się jednak doczekać dwójki dzieci: w roku 69 p.n.e. córki Oktawii i sześć lat później syna, Gajusza Oktawiusza, lepiej znanego pod nazwiskiem, które przyjął po adopcji przez ciotecznego dziadka: Caius Julius Caesar Octavianus. W roku 27 p.n.e. senat przyznał mu dodatkowo przydomek w uznaniu zasług dla państwa. Pod nowym nazwiskiem i honorowym przydomkiem – jako Oktawiana Augusta – znamy go dzisiaj.  Po śmierci pierwszego męża Atia wyszła za mąż ponownie, za politycznie niezdecydowanego, ale ewidentnie życzliwego i opiekuńczego Lucjusza Marcjusza Filipa. Nie doczekali się własnych dzieci, ale wszystkie znane źródła podkreślają, że Filip był niezwykle kochającym i troskliwym ojczymem dla Oktawii i Oktawiusza.

Julia żona Mariusza. Aurelia Kotta. Julia Młodsza. Atia. Cztery kobiety z ważnych arystokratycznych rodów, związane pochodzeniem lub małżeństwami z rodziną Juliuszów.

I cztery kobiety, dla których rzymscy pisarze i historycy mieli wyłącznie same superlatywy, gdy chodziło o opinię, jaką się cieszyły, i zdanie, jakie mieli o nich współobywatele i potomni. Julię, wdowę po Mariuszu, zostawił w spokoju nawet serdecznie wrogi jej mężowi Sulla, tak dużym szacunkiem się cieszyła. Kiedy zmarła, jej bratanek Gajusz Juliusz Cezar (tak, ten) wygłosił ku jej czci mowę pochwalną – zapamiętano to wystąpienie jako nie tylko hołd dla zmarłej krewnej i popis oratorskich umiejętności młodego urzędnika, ale i deklarację jego osobistych ambicji: miał wtedy wspomnieć o tym, że ciotka (a więc i on sam) pochodziła z rodu wprost wywodzącego się od bogini Wenus (1).

Venus_Genitrix_N367

Tak zwana Afrodyta z Frejus, w typie Wenus Genetrix – czczonej przez Cezara Wenus rodzicielki, której wystawił również świątynię na Forum. Rzymska kopia greckiego oryginału, obecnie w Luwrze. Zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons, opublikowane na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Aurelia Kotta dożyła siedemdziesięciu kilku lat i epoki wielkich triumfów Cezara. Plutarch opisuje ją jako surową i godną szacunku, idealną rzymską damę. Przez całe życie była dla niego oparciem: to ona osobiście dbała o edukację i wychowanie syna, kiedy stracił pierwszą, ponoć bardzo kochaną, żonę, prowadziła mu dom i pomagała w wychowaniu swojej wnuczki. Co więcej – wspomniana żona Cezara, Kornelia była z rodziny politycznie bardzo wrogiej dyktatorowi Sulli. Kiedy Cezar odmówił rozwiedzenia się z nią na rozkaz Sulli, za co groziły mu poważne konsekwencje (czytaj: kara śmierci, tak poważne), Aurelia zaangażowała całą swoją rodzinę – jeden z wielkich republikańskich rodów – a także znajome westalki w obronę syna.

Julia Młodsza, matka Atii, w zasadzie jest nam znana tylko z genealogii, z list mężów i potomków i z tego, że jej najmłodszy wnuk, raptem dwunastoletni Gajusz Oktawiusz (przyszły August) wygłosił jej mowę pogrzebową (2). Więcej – choć też nie za dużo – źródła mówią nam o jej córce Atii.

Gdyby Atia Balba Secunda miała okazję zerknąć na „swój” wizerunek w serialu Rzym, chyba wypłakałaby wszystkie łzy. No bo jak to? Ta serialowa, nader swobodnie sobie poczynająca skandalistka, uwodzicielka cudzych mężów i własnych klientów, zuchwała i bezwzględna osoba – to ma niby być jej odbicie? Widzicie, Atia uchodziła w swoich czasach za kobietę wyjątkowo pobożną, grzeczną, uprzejmą i cichą. W oczach Plutarcha była idealną matką, przejętą opieką nad dziećmi i ich edukacją. Według wspomnianego greckiego pisarza nikt w jej obecności nie ośmieliłby się powiedzieć ani zrobić nic niewłaściwego, tak wielkim szacunkiem się cieszyła.

Jest, owszem, dość niesamowita historia o Atii, wężu i poczęciu Oktawiana, którą opowiem przy innej okazji, ale ona także potwierdza kluczową cechę Atii, na jaką wskazują rzymscy autorzy: jej pobożność i szacunek dla bogów.

aolympias.jpg

Olimpias i boski wąż, ilustracja z Alixandre le grant, printed in Paris by Michel Le Noir ca. 1507-1520. Domena publiczna. Historia poczęcia Oktawiana przez Apollina w postaci boskiego węża mogłaby być tematem niemal identycznej ryciny (i kiedyś o tym opowiem, obiecuję).

I, widzicie, tak to właśnie jest. Nasze dzisiejsze bohaterki – a także jedna tu celowo pominięta, bo ją zostawiam na inną okazję, czyli córka Atii, Oktawia – uchodziły w swoich czasach za kobiety wzorowe, żyjące tak, że inspirowały innych. To nie znaczy wcale, że jedynie siedziały w domu i przędły wełnę – zachowanie Julii wdowy po Mariuszu i Aurelii Kotty pokazuje wyraźnie, że w ramach, jakie zakreślała im praktyka polityczna republiki rzymskiej, nasze bohaterki potrafiły, kiedy było trzeba, działać skutecznie i energicznie. Juliusz Cezar, jak pisze jeden z badaczy, przez większość życia polegał, jak chodzi o rodzinę, niemal wyłącznie na kobietach.

Kultura późniejsza, zwłaszcza ta popularna, nie zapamiętała ich jednak jako ciekawych czy wartych upamiętnienia. Jeżeli pojawiają się w niej jako bohaterki, zwykle bywają przekształcane, czynione bardziej zbuntowanymi i niegrzecznymi, jak i Atia, i Oktawia w Rzymie. Trochę trudno się dziwić – zrobienie fascynującej powieściowej czy ekranowej bohaterki z kobiety, która operuje w granicach przyjętych w jej kulturze obyczajów, co najwyżej je naginając, jest trudniejsze niż z barwnej postaci buntowniczki, intrygantki, kobiety w nosie mającej wszelkie konwenanse. Atia z Rzymu bardziej przypomina – żadne moje odkrycie, twórcy serialu otwarcie o tym mówili – barwną i kontrowersyjną Klodię Metellusową (o której na tym blogu jeszcze się będzie mówić a mówić!) niż pobożną, budzącą szacunek matkę Oktawiana. I wiecie co? Rozumiem to, ale też chętnie bym zobaczyła, jak (pop)kultura sięga po bohaterki takie jak Julia, Aurelia, Atia. Bo one, choć grzeczne, też mogą być silne, ciekawe i intrygujące.

 

(1) Swetoniusz, Żywoty cezarów I: Juliusz Cezar

(2) Swetoniusz, Żywoty cezarów: August 8:1

 

Warto przeczytać:

Swetoniusz, Żywoty cezarów I: Juliusz Cezar, II: Boski August

Plutarch, Żywoty równoległe: Cezar

Monroe E. Deutsch, „The Women of Caesar’s Family”, The Classical Journal Vol. 13, No. 7 (Apr., 1918), pp. 502-514 (powinno być dostępne tu); artykuł jest stary, ale sensownie sumuje dane i informacje na temat kobiet z rodziny Cezara.