Święty grzyb, czyli teorie spiskowe

Serię o teoriach spiskowych związanych z antykiem otwórzmy jedną z bardziej (nie)sławnych książek je głoszących: The Sacred Mushroom and the Cross Johna Allegro, z 1970 roku.

okładka saacfred mushrpopom

Wyjściowe założenie książki Johna Allegro jest niewątpliwie a) niegłupie, b) wielce prawdopodobne. Jest nim mianowicie wskazanie, że w przypadku religii Bliskiego Wschodu, w tym – judaizmu i chrześcijaństwa – istotnym czynnikiem w ich kształtowaniu się były elementy tradycji szamańskiej, związanej z transowością, specyficznymi formami profetyzmu oraz użyciem świętych roślin i grzybów halucynogennych. Nie ma wątpliwości, że ślady takich tradycji są w Biblii hebrajskiej widoczne i że odbijają one wcześniejszy stan cywilizacyjny (1). Punkt wyjścia The Sacred Mushroom and the Cross jest, że powtórzę, całkowicie naukowo akceptowalny.

Plaincourault_webFresk z kaplicy w Plaincourault (Francja), przedstawiający Adama i Ewę pod Drzewem Wiadomości Dobrego i Złego, które tu ma postać grzyba, być może Amanita muscaria. XII wiek.

To chwilę później zaczynają się problemy.

Pierwszą ważną przesłanką Johna Allegro jest bowiem założenie, że na terenie Izraela/Palestyny/Judei istniała misteryjna grupa, wymagająca inicjacji w swoje obrzędy i posługująca się w rytuałach świętymi substancjami zmieniającymi świadomość. Znowu, to zupełnie nie jest nieprawdopodobne, istnieją liczne precedensy dla tego typu grup na przykład z tradycji greckiej. John Allegro jednak widzi tę grupę nie jako odłam judaizmu, ale jako istniejącą odrębnie, bardzo pierwotną, wywodzącą się wprost z tradycji religii Mezopotamii i kultów płodności (stąd np. idea Boga Ojca – wywiedziona nie z relacji Jahwe z Izraelem, ale z idei boskiego penisa zapładniającego Matkę Ziemię; uprzedzę fakty – boski penis będzie w tym tekście powracał z nużącą regularnością (2)) grupę. Autor nazywa ją właściwym chrześcijaństwem (to, co my nazywamy chrześcijaństwem, jest w jego oczach herezją, która wygrała). Większość śladów istnienia tej grupy została wymazana wspólnym wysiłkiem Żydów, Rzymian i chrześcijaństwa takiego, jakie dzisiaj znamy. Yup, SPISEK. Pozostały idee, obecne w dzisiejszym chrześcijaństwie, ale tak naprawdę w nim kompletnie niezrozumiałe.

Czemu są niezrozumiałe? Ano dlatego, twierdzi Allegro, że nigdy nie było rabbiego imieniem Jeszua/ Jezus, ani nie zdarzyły się przypisywane mu czyny. Jezus był bowiem jedynie kodem, imieniem, które miało zmylić niewtajemniczonym, a jednocześnie pozwolić zachować świętą, niewypowiadalną wiedzę w formie czytelnej dla wtajemniczonych i wyznawców. Gdy zaś taki tekst wpadał w ręce niepowołane – cóż, pozostawały opowieści, których symboliczny sens był niezrozumiały, dało się je za to odczytać dosłownie.

Niestety, twierdzi autor The Sacred Mushroom and the Cross, historia potoczyła się niespodziewanie: w koszmarnie krwawej żydowsko-rzymskiej wojnie lat 66 – 70 n.e. zginęło zbyt wielu wysoko wtajemniczonych. Tekst-kod – znany nam dziś jako Nowy Testament – w zasadzie przestał być zrozumiały na swoim symbolicznym poziomie. Odczytany dosłownie, jako historia religijnego przywódcy imieniem Jezus, stał się początkiem chrześcijaństwa, jakie dziś znamy. Zakodowano w nim bowiem, pod postacią historii nauczyciela imieniem Jezus, prawdę znacznie bardziej prawdziwą (zdaniem autora).

I tu się pojawia grzyb.

Grzyb jest – tu Allegro ma sporo racji – był przez starożytnych kojarzony z piorunem (grzyby rosną, jak wierzyli Grecy, po burzy). Jest więc (to już Allegro) produktem boskiego penisa, poczętym dziewiczo z ziemi, rosnącym bez korzenia. Widzicie analogie do poczęcia z dziewicy? Ja nie bardzo, autor – zdecydowanie. Jako taki, grzyb zawiera szczególną koncentrację boskiego nasienia – znaczy, ma właściwości halucynogenne.

Oczywiście, sam grzyb jest też fallusem, bo ta książka jest jednym wielkim hymnem do fallusa, erekcji i nasienia, nie ma strony bez odwołania do nich. Allegro rozumie kult płodności dosyć specyficznie – właśnie jako kult erekcji, seksu i penisa – i nie pozwala nam ani na moment zapomnieć, że to właśnie ten rodzaj kultu leży u podłoża jego wersji chrześcijaństwa. Podobieństwo szybko rosnącego grzyba do męskich narządów płciowych jest co najmniej równie ważne, jak jego halucynogenne właściwości.

Mówimy bowiem nie o każdym grzybie, ale o jednym, jedynym i specyficznym. Amanita muscaria. O, takim.

muchomor

Generalnie, zazwyczaj, kiedy mowa jest o Jezusie, tak naprawdę chodzi o grzyb. No chyba, że mowa o świętym Piotrze, jego imię też znaczy „grzyb” [tylko że nie – AK]. Z kolei w genealogii Jezusa (tej wskazującej na pokrewieństwo z Dawidem) wszystkie w zasadzie imiona i przydomki znaczą, zgadli/łyście, „penis”. Gdyby mi kto nie wierzył, cytuję:

The oracle of David, son of Jesse; the oracle of the erect phallus (RSV “the man who was raised on high”), the semen-smeared (RSV “anointed”) of the God of Jacob, the Na’im (“heavenly canopy”, RSV; “sweet”) of the stretched penis (RSV: “psalmist”) of Israel.

A jakby nam było mało grzybów, to dorzucę za autorem:

The name Herod, meaning “heron” (Latin ardeola) serves throughout the New Testament as a useful play on the Semitic ‘Ardila’, “mushroom”, as does the feminine form “Rhoda” who opened the door to Peter after his release from prison (Acts 12:13)

Gdybyście się zastanawiali: ponieważ muchomor jest czerwony, to Jezusa w J 19:2 ubierają w czerwoną szatę i koronę cierniową. Ta ostatnia się kojarzy z pozostałościami po obrzezaniu, ta pierwsza, tak, zgadli/łyście, z kolorem penisa. Nie wymyśliłam tego sama, zapewniam; relata refero. Aha, termin „ukrzyżowanie” co prawda odnosi się na pozór do okrutnej kary historycznie stosowanej przez Rzymian, ale w sumie chodzi o to, że jest metaforą „noszenia ciężaru kobiety”, czyli kopulacji. Nie, tego też sama nie wymyśliłam. Że Ostatnia Wieczerza = spożywanie grzyba halucynogennego, już pewnie się domyślacie.

Byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie zauważyła, że autor odnosi się także do pierwiastka kobiecego w swoim wyobrażonym „oryginalnym chrześcijaństwie”. Jest mowa i o świętej prostytutce kultowej, i o tym, że błona otaczająca młody egzemplarz niektórych grzybów jest jak łono, które przebija rodzący się grzyb-penis. W tym wszystkim jakoś zawsze wracamy do tematu seksu (i penisa).

Częścią problemu są też mocno ryzykowne pomysły językoznawcze Allegro, zaskakujące u profesora filologii. Zerknijmy na przykład na taki wywód z rozdziału III:

The Greek word daimön derives, through the Persian dew (there is a strong linguistic affinity between m and w), from a probable Sumerian original *DA…..U_NA, meaning “having power over fertility”.

Z punktu widzenia etymologii (a konkretniej słownika etymologicznego greki klasycznej), δαίμων [daimon] pochodzi od czasownika δαίομαι [daiomai], „rozdawać, rozdzielać”, a jego źródła szuka się nie w sumeryjskim (!), tylko w praindoeuropejskim rdzeniu, zapisywanym w nauce deh ; ten sam rdzeń prawdopodobnie widoczny jest w takich słowach, jak sanskryckie bhaga (znaczenia tutaj) czy staroperskie baga, „bóg”. Dew/daeva i wszelkie jego derywaty w wielu językach wywodzą się z kolei raczej z rdzenia *dyḗws, tego samego, z którego pochodzi grecki „Zeus” i nasz „dzień” (rdzeń oznacza prawdopodobnie „jasny, świetlisty”, a Zeus oryginalnie jest bogiem dziennego, jasnego nieba). Jak widać, nic się nie zgadza, wszystkie skojarzenia są mocno przypadkowe, za to mają budować argument popierający główną, obsesyjną ideę Allegro: kult świętego penisa zapładniającego ziemię.

Albo popatrzmy na taki kawałek:

The fertility god Dionysus (Greek Dionusos) , whose cult emblem was the erect phallus, was also a god of healing, and his name, when broken down to its original parts, IA-U—NU—ShUSh, is almost identical with that of Jesus, having NU, “seed”, only in addition: “Semen, seed that saves”, and is comparable with the Greek Nosios, “Healer”, an epithet of Zeus.

I wszystko by było pięknie, bo Nosios rzeczywiście znaczy “Uzdrowiciel” i faktycznie jest epitetem Zeusa, a i Dionizosa na upór można uznać za bóstwo z płodnością związane, ale etymologia tutaj jest czysto z fantazji: imię Dionizos zwykle kojarzy się z albo tradycyjnie z dios-, dopełniaczem od imienia Zeusa, ojca Dionizosa, albo z czasownikiem diemai, i z cząstką -nus(a), który według jedynego znanego nam antycznego objaśnienia znaczy „drzewo” Językoznawca i badacz mitologii, Michael Janda, widzi w imieniu Dionizosa znaczenie „ten, który pospiesza za drzewem”, rozumianym jako drzewo świata; byłby więc Dionizos bóstwem związanym z kreacją świata i z kosmologią. Żadne z tych słów nie ma, w grece, najmniejszego związku ze spermą ani nasieniem.

Skąd się skądinąd autorowi ulęgło, że „Persephone” znaczy „pochwa”, a „Kore” „penis w erekcji”, to ja nie wiem. No nie wiem, nie wymyślę, ani znajomość greki, ani mitologii mi nie pomaga (i nie, nie wierzę w sumeryjskie etymologie autora).

Ten problem wychodzi zresztą poza falliczne obsesje autora: on generalnie zestawia ze sobą fenomeny z różnych kultur, które mu się kojarzą, i uznaje je za spokrewnione, bo – bo jego zdaniem mają jakąś wspólną etymologię. Najpewniej sumeryjską. Z większością z nich jest jak z daimonem i Dionizosem: jakieś strzępy faktów przemieszane z czystą fantazją.

78891277

Pewnie widzicie już w tym momencie, czemu ta książka wywołała taką silną reakcję w świecie naukowym. No to teraz dodajcie jeden element: osobę autora. Nie mamy do czynienia, jak w przypadku przyszłych bohaterów mojego cyklu o spiskowych teoriach z antykiem w tle, z nawiedzonym pseudouczonym. Przeciwnie; kiedy John Marco Allegro publikował swoje rozważania o genezie chrześcijaństwa, był bardzo znanym archeologiem biblijnym, a jego pozycję określał fakt, że uczestniczył w oryginalnej grupie badającej Zwoje znad Morza Martwego. Miał na koncie liczne ważne publikacje. Miał pozycję i generalnie cieszył się opinią wybitnego specjalisty; kiedy pisał The Sacred Mushroom…, był profesorem teologii w Manchesterze.

Ta jedna książka zrujnowała mu karierę. Na serio wzięto ją jedynie w niektórych kręgach posthippisowskich, w nauce natomiast raz na zawsze podważyła pozycję autora. I, jakby, trochę mnie to – metodologicznie, koncepcyjnie – nie dziwi.

(1) Robert D. Miller II, „Shamanism in Early Israel”,Wiener Zeitschrift für die Kunde des Morgenlandes, Vol. 101 (2011), pp. 309-341

(2) Patrz np. męcząco szczegółowe i w sumie kompletnie zbędne dla wywodu rozważania o piorunie jako boskim orgazmie z ejakulacją, zieeeew [nigdzie nie obiecywałam, że będzie bardzo naukowo 😀 ]