Drzewa z zaświata

Przy okazji początku listopada oraz inspirujących zdjęć znajomej autorki postanowiłam napisać wpis o drzewach.  Ale nie o wszystkich, i nie o przypadkowych. O drzewach związanych z zaświatami – tych z ogrodów Hadesa, i tych prowadzących w zaświaty, i tych, które kojarzyły się z dramatyczną śmiercią herosów. Przed nami więc noteczka o topoli, cyprysie, granacie i sośnie.

O topoli była już kiedyś wcześniej mowa, ale zawsze warto przypomnieć sobie pewne fakty.

Populus_alba_branch

Topola biała (Populus alba), zdjęcie użytkownika MPF, na licencji GNU Free Documentation License, Version 1.2

Drzewem najmocniej kojarzonym z zaświatami w greckiej mitologii jest biała topola (gr. λευκή, leukê). Jak wiele roślin mających mityczne znaczenie, biała topola uważana jest za powstałą w wyniku metamorfozy. Imię Leuke nosiła oryginalnie nimfa, a konkretniej – Okeanida, córka Okeanosa i (zapewne) jego małżonki Tethys, boskiej pary patronów pierwotnych wód. Choć może akurat Leuke miała inną matkę? W końcu była nimfą śmiertelną – na tym zasadza się cały jej mit.

Leuke była bowiem pierwszą mityczną ukochaną Hadesa. Władca zaświatów zabrał ją do swego królestwa, chcąc uczynić ją swą małżonką – w końcu jego brat, władca mórz Posejdon, także wziął za żonę morską nimfę (Amfitryta była, w zależności od wersji, albo Nereidą (tak jest m.in. w Teogonii Hezjoda), albo Okeanidą (jak u Apollodora w Bibliotece). Leuke jednak, zgodnie ze swoim śmiertelnym losem, umarła, a zrozpaczony władca zaświatów przemienił ją w drzewo białej topoli, które od tej pory porasta, według mitu, brzegi Acherontu, podziemnej rzeki cierpienia – a także tego Acherontu, który płynie w jak najbardziej realnym greckim świecie, w Epirze, a którego źródła są jednym z najpiękniejszych przyrodniczo miejsc, w jakim zdarzyło mi się być. Grecy wierzyli, że ta rzeka wypływa z zaświatów – rzeczywiście, źródła Acherontu są podziemne, jako że rzeka wypływa z jaskini niedaleko Janiny i jest, jak na Grecję, dość nieludzko zimna. Brzegi obu części Acherontu, tej ludzkiej i tej zaświatowej, miały być porośnięte miłymi bogu zmarłych topolami. To piękne i dające obfity cień drzewo zobaczył kiedyś nad ziemskim Acherontem Herakles i zabrał ze sobą jego sadzonkę do Olimpii, gdzie ustanowił igrzyska ku czci swego ojca Zeusa. Obsadził okolice drzewem, które pozwalało łatwo ukryć się przed słońcem. Może jednak Zeus i Hades dzielili zamiłowanie do białej topoli już wcześniej? W końcu w Elei, greckiej kolonii położonej w dzisiejszej Kampanii na Półwyspie Apenińskim, używano drewna białej topoli w kulcie Zeusa i to z niego rozpalano ognie ofiarne dla króla bogów…

Nootka_Cypress

 Cyprys wiecznie zielony (Cupressus sempervirens), zdjęcie użytkownika MPF, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

Pamiętacie ten moment w Dziadach, kiedy Gustaw wprowadza do domu Księdza swojego rzekomego towarzysza? Ksiądz i jego dzieci podejrzewają, że to wielka jodłowa gałąź, kojarząca się im z atakiem, z postacią zbójcy. Gustaw wyjaśnia, że to nie tak: że gałąź w rzeczywistości pochodzi z drzewa cyprysu, które, wedle jego słów, symbolizowało w Grecji nieszczęśliwe zakochanie. Gałąź miała mu dać ukochana – choć, zważywszy na rozmiar tej gałęzi, trochę trudno uwierzyć w jej ręką ułamaną gałąź cyprysową, z którą nieszczęsny kochanek od tamtej pory się nie rozstaje… Gdyby chcieć czytać ten fragment kluczem greckiej mitologii – Gustaw przyszedł do Księdza w towarzystwie swojego duchowego bliźniaka.

Drzewo cyprysu, według greckich przekazów mitologicznych, powstało, podobnie jak topola, w wyniku metamorfozy: Apollo przemienił w nie jednego ze swoich kochanków, Kyparissosa (o czym też już kiedyś pisałam).  Kyparissos, piękny śmiertelny młodzieniec, przypadkiem zabił na polowaniu swoje ukochane zwierzę – łanię lub jelonka, w zależności od wersji mitu, jaką czytamy. Wprawiło go to w rozpacz, która nie mijała:

(…) gdy ujrzał, że go [jelenia] zranił śmiertelnie okrutnym grotem, sam zapragnął umrzeć. Jakich to pociech nie skąpił mu Febus [Apollo]! Ileż razy nie napominał, że Kyparissos niepotrzebnie aż tak rozpacza po istocie śmiertelnej! Chłopak jednak ciągle płakał i tylko jedn najwyższy dar błagał bogów: by dali mu płakać na wieki. Wtedy jego ciało, osłabione i bezkrwiste od ciągłego płaczu, zaczęło zabierać zielonej barwy; loki, wiszące nad jasnym czołem, zmieniły się w nastroszoną gęstwinę. Młodzieniec przemienił się w drzewo, wysmukłym szczytem sięgające ku rozgwieżdżonemu niebu. Bóg zaś [Apollo] westchnął i ze smutkiem powiedział: „Zawsze cię będę opłakiwał, tak jak i ty będziesz opłakiwać innych i nieść pociechę cierpiącym”. [Owidiusz, Metamorfozy X, 131-142, przekład roboczy własny].

Kyparissos jest więc symbolem smutku i – chyba można zaryzykować takie stwierdzenie – depresji. Ajtiologiczny mit o pochodzeniu cyprysa wskazuje na typową semantykę tej rośliny: jej skojarzenie ze śmiercią i smutkiem. W Atenach cyprysowymi gałązkami dekorowano domy podczas żałoby, a i do dziś na cmentarzach bardzo często sadzi się cyprysy.

1200px-Flower_of_Pomegranate1

Kwiat granatu (Punica granatum), zdjęcie użytkownika Sanu N, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International

Granat – a właściwie jego owoce – jest może tym drzewem, które najmocniej kojarzy się nam z greckimi zaświatami, a to ze względu na jego rolę w micie o Persefonie. Przypomnijmy: to właśnie fakt, że bogini, czy to z własnej woli, choć nieświadomie (Owidiusz), czy to zwiedziona podstępem (inne źródła), zjadła w zaświatach kilka pesteczek tego owocu, zadecydował o tym, że mamy zimę – a konkretniej o tym, że na trzy zimowe miesiące Kora odchodzi od matki, ze świata żywych, i powraca do męża w podziemnej krainie. Owoce pochodziły z ukochanego sadu Hadesa, którym opiekował się ogrodnik boga zmarłych, Askafalos.

Askafalos był, według mitu, albo jedynym synem Charona, przewoźnika zmarłych, albo dzieckiem boga znanego nam już dobrze Acherontu. Jego matką była Orfne, nimfa ciemnych zaświatowych mgieł, przez niektórych nazywana Gorgyrą (co znaczy „podziemny strumień”, albo, niestety, „rynsztok”), a utożsamiana czasem z potężną podziemną boginią Styks, jedyną kobietą wśród bóstw rzek. Askafalos miał oko na sad swego pana – i to on był świadkiem zjedzenia przez Korę owocu granatu; poświadczył to przed Zeusem i źle się to dla niego skończyło. Według bowiem różnych wersji mitu wściekła Demeter albo przygniotła świadka w Hadesie potężnym kamieniem, albo też przemieniła go w puszczyka (*).

A skąd w ogóle wzięły się drzewa granatu? Ano, też powstały w wyniku metamorfozy. Tym razem ofiarą była Side, żona Oriona. Nierozsądnie ogłosiła, że jest piękniejsza od Hery – i za to właśnie wylądowała w zaświatach, przemieniona w drzewo.

A jak już jesteśmy w ogrodach Hadesa: według Wergiliusza (Eneida VI) w samym środku krainy zmarłych rośnie drzewo wiązu (Ulnus glabra), a pod każdym jego liściem śpi jedno bóstwo snów – lub koszmarów (Oneiros). Gdy przychodzi noc, czarną chmarą zrywają się w powietrze i przez jedną z bram zaświatów wylatują na ziemię, nawiedzać śpiących ludzi…

800px-Flowering_young_pine_cones

Zdjęcie autorstwa użytkownika Oleg Bor, na licencji Creative Commons BY-SA 4.0

Sosny nie są drzewami bezpośrednio związanymi ze światem zmarłych, ale ich pochodzenie, owszem, łączy się z mitem związanym ze śmiercią i (przynajmniej tymczasowym) pobytem w Hadesie. Chodzi tu mianowicie o mit dość zagadkowy i nieoczywisty, a mianowicie – mit o śmierci Attisa. Według jednej z wersji skomplikowanego i niejednolitego mitu o orientalnym, frygijskim pochodzeniu Attis, w ataku zesłanego przez jego boginię-patronkę Kybele szaleństwa, wykastrował się i umarł pod sosną, w którą, jak sugerują niektóre ujęcia mitu, następnie się przemienił:

Sosna, miła Matce Bogów, od kiedy sługa Kybele, Attis, pod nią oddał ostatni ludzki oddech i zastygł w sosnowy pień. [Owidiusz, Metamorfozy X, 103-105, przekład roboczy własny]

Attis – według tego, co wiemy o jego tajemniczych świętach z pewnego rzymskiego kalendarza – po trzech dniach powrócił z zaświatów, cudownie przeistoczony przez żałującą swojego gniewu boginię, ale sosna pozostała drzewem, które kojarzyło się z przemianą, ale i z tragedią.

Różne gatunki sosen mają dodatkowo własne mity. Sosna alepska (Pinus halepensis) i sosna kalabryjska (Pinus brutia) związane są z Posejdonem, i to wielu aspektach – w gajach tych rosnących zwykle nad morzem drzew czczono boga mórz, a wieńcem z sosnowych gałęzi koronowano zwycięzcę igrzysk ku czci Posejdona na Istmie Korynckim. Sosna czarna, w tym – sosna korsykańska (Pinus nigra, w tym subsp. laricio) i pinia (Pinus pinea) wiążą się z, jakże by inaczej, metamorfozą. Tym razem ofiarą była nimfa imieniem Pitys („Sosna”), która wolała przemienić się w drzewo nazwane swoim imieniem niż dać się zgwałcić Panu, bogu natury. Sosny te wyrosły następnie w świętym gaju Pana na peloponeskiej górze Mainalos w Arkadii, skąd bóg pochodził. Inny mit dotyczył z kolei mieszkanek Oichalii. Kiedy ich królewna Dryope porzuciła dom i dołączyła do nimf, mieszkanki miasta rozpuściły o niej różne plotki, sugerując przede wszystkim, że Dryope została przez nimfy uprowadzona przemocą. Nimfy rozgniewało to na tyle, że przemieniły nieszczęsne plotkary w sosny.

Tyle w kwestii kojarzących się z zaświatami drzew. Kwiaty i rośliny zielne to zupełnie osobna historia. Zostawiam Was z mitem o tym, że pierwszy na świecie tojad (Aconitum napellus) wyrósł w miejscu, w które napluł wywleczony przemocą przez Heraklesa z zaświatów Cerber. Ciekawe, czy napluł wszystkimi trzema głowami…

 

 

(*) jakby ktoś chciał przeczytać, to ja kiedyś napisałam małe opowiadanko, w którym Askafalos występuje w niewielkiej roli.

 

Mięta, dziewczyna Hadesa

Dzisiejszy wpis zaczął się od takiego oto obrazka, który mi zawędrował na fejsbukową stronę.

Hades11

I o ile w kwestii apokalipsy zombie Hades ma rację, o tyle z tą jedną żoną/ brakiem kochanek to jednak troszkę ściemnia.

Fakt, gdzie mu się tam równać z Zeusem czy Posejdonem, a nawet z bratankiem Apollinem. Mityczni znawcy genealogii nie notują jakichś tabunów kochanek, kochanków czy potomstwa pana podziemi. Nie znaczy to jednak, że wcale ich nie było. Była co najmniej jedna. Co prawda wiedza o niej ukryta jest w niewielkich fragmentach dzieł autorów czytanych na studiach klasycznych rzadziej, jak geograf Strabon (przełom I w p.n.e. i I n.e.) lub, tak po prawdzie, wcale (poemat dydaktyczny Halieutica, czyli „Sprawy morskie” Oppiana, twórcy z II w n.e.), nie znaczy to jednak, że starożytni o niej zapomnieli. Miała na imię Minthe (gr. Μίνθη).

800px-Mint-leaves-2007

Zdjęcie autorstwa Kham Tranhttp://www.khamtran.com

Tak, dobrze Wam się to imię kojarzy. Minthe znaczy mięta, choć tak naprawdę – nie wiemy, co znaczy: etymologia greckiego słowa jest trudna do określenia, głównie dlatego, że słowo minthe prawdopodobnie ma korzenie starsze niż obecność Greków w Europie; wiele wskazuje, że mamy tu do czynienia z wyrazem o przedindoeuropejskim źródłosłowie.

Miętę jako roślinę Grecy znali i chętnie się nią posługiwali: powiązana z zaświatami i zmarłymi, była używana w rytuałach pogrzebowych, a także, prawdopodobnie, jako składnik świętego napoju pijanego podczas misteriów w Eleuzis, zwanego kykeon. Znano również jej właściwości lecznicze, z których i my do dziś chętnie korzystamy.

Jak wiele roślin mających znaczenie w kulcie, mięta także kojarzona była z boską postacią. I tu właśnie wchodzi w naszą historię Hades i jego dziewczyna.

Zdaniem tych nielicznych mitografów, którzy o niej pisali, było tak: Hades się zakochał. Było to zanim jeszcze spotkał porwał Persefonę. Wtedy to nad Kokytosem, gorzką rzeką łez, ujrzał najadę tej rzeki, imieniem Minthe.

Najady – nimfy związane ze słodką wodą – kojarzą się nam głównie ze strumykami, jeziorkami i źródłami otoczonymi zielenią. Rzeki Podziemia jednak też swoje nimfy miały.  Jedną z nich była Orfne, nimfa ciemnych mgieł snujących się nad Styksem, inną – Leuke, o której będzie jeszcze dzisiaj mowa. Minthe też należała do tego grona: Kokytos, bóg podziemnej rzeki, był jej ojcem.

Minthe zakochała się w Hadesie, a Hades w niej, przynajmniej na jakiś czas. Potem jednak na horyzoncie pojawiła się Persefona i bóg zaświatów zapomniał o rzecznej bogince. Minthe kiepsko to znosiła. Jak pisze wspomniany wcześniej Oppian,

Mięta pachnąca, jak mówią, była kiedyś dziewczyną,
nimfą wody podziemnej, gorzkiego córką Kokytu.
Sypiała w łożu Hadesa. Gdy jednak ten Persefonę,
pannę-boginię, porwał z łąk u stóp Etny ognistej,
Minthe nadmierną rozpaczą i zuchwałymi słowami
dręczyła wszystkich, jakby rozsądek straciła z zazdrości,
a wściekłość ją bezrozumna pchała ku czynom niegodnym.
Gniewna Demeter za to zdeptała boskimi stopami
Nimfę, co za piękniejszą się miała od ciemnookiej
Kory i swoje kształty nazwała doskonalszymi.
„Hades za mną zatęskni”, mówiła, „i wróci do mnie,
A tamtą, moją rywalkę, precz wypędzi z pałacu!”
Takie to słowa szał zazdrości jej kazał wykrzyczeć.
(Oppian, Halieutica, III: 486 – 496, przekład własny)

Jak widać, w tym przypadku tragiczny los Minthe spowodowany był nie przez rywalkę, a przez jej matkę; Strabon z kolei sugeruje nieco inne pochodzenie naszej nimfy i odrobinę inne rozwiązanie:

W pobliżu miasta Pylos jest góra, nazwana na cześć Minthe. Według mitu była ona konkubiną (pallaken, παλλακὴν) Hadesa, która została zdeptana przez Korę i zamieniona w ogrodową miętę (Strabo, Geografia, 3, 8, 14, przekład własny).

Ta Minthe, dodajmy na marginesie, raczej nie była najadą, nimfą wody: skoro na jej cześć nazwano górę,  była zapewne oreadą, jedną z nimf związanych ze skałami, górami i wąwozami. Jej ojcem w tej wersji był nie bóg rzeki, ale, jak można się domyślać, któryś z Orosów, bogów gór, potomków Gai – Matki Ziemi.

Populus_alba_leaf

Liście białej topoli (Populus alba); zdjęcie autorstwa MPF, na licencji GNU Free Documentation License

A z tymi żonami też nie było tak prosto. Są pewne poszlaki wskazujące, że Persefona była nie pierwszą, a drugą żoną Hadesa, poślubioną długo po tym, jak tę pierwszą, bardzo kochaną, stracił.

Niektóre nimfy, widzicie, bywały śmiertelne. Taki był los Leuke, ponoć najpiękniejszej z Okeanid – nimf morskich, córek Okeanosa. Wśród Okeanid były zresztą i te nieśmiertelne nimfy – wystarczy przypomnieć wzmiankowaną w jednym z poprzednich spisów Doris, matkę Nereid. Hades pokochał Leuke i zabrał ją w zaświaty, na Pola Elizejskie, choć wiedział, że jest śmiertelna; a kiedy Leuke zmarła, przemienił ją w drzewo białej topoli, o dwukolorowych liściach: białych jak morska piana, ciemnych jak niebo Elizjum.

Nie mamy wizerunków tych poprzedniczek Persefony w życiu (?) boga zmarłych, ale mamy wszędzie dookoła nas – także w Polsce – związane z nimi rośliny. Powąchajcie miętę, przyjrzyjcie się liściom topoli na wietrze i przypomnijcie sobie te prawie zapomniane mityczne opowieści.

Kwiaty, młodzieńcy, lustra, Freud

W walentynki włoscy archeolodzy poinformowali o kolejnym odkryciu w Pompejach. Tym razem w jednym z eleganckich prywatnych domów niedaleko centrum miasta, a konkretniej w jego atrium, znaleziono fresk z wizerunkiem Narcyza.

Narcyz

Ilustracja ze strony BBC

Widać wyraźnie – mimo uszkodzeń – że ujęcie postaci Narcyza jest trochę podobne do znanego już wcześniej, także z ikonografii pompejańskiej.

 

Narcyz2

Fresk z wizerunkiem Narcyza, z domu Oktawiusza Kwartiona w Pompejach. Zdjęcie autorstwa Carol Raddato (1), opublikowane na licencji Creative Commons: Attribution-NonCommercial-ShareAlike

Jeszcze bliższe jest to nowe znalezisko innemu wizerunkowi Narcyza, także znanemu z Pompejów.

F43.1Narkissos

Narcyz, fresk pompejański, obecnie w Museo Archeologico Nazionale w Neapolu. Ilustracja ze strony www.theoi.com

 

Co może zaskakiwać na nowo odkrytym fresku to fakt, że Narcyz nie jest sam. Przywykliśmy kojarzyć go – dzięki najbardziej znanemu wariantowi mitu na jego temat – z opowieścią o zapatrzeniu w siebie, egoizmie, narcyzmie, miłości własnej prowadzącej do samozagłady. Na fresku znalezionym ostatnio Narcyzowi towarzyszy inny młodzieniec, a szatę szarpie go pies – zapewne usiłując ratować pana przez ostatecznym pogrążeniem się w zabójczym samouwielbieniu.

Mitologicznie, widzicie, Narcyz wcale nie jest sam. A przynajmniej – nie przez cały czas i nie we wszystkich opowieściach na swój temat.

Przywykliśmy widzieć w Narcyzie młodzieńca, co by mogło implikować zwykłego śmiertelnika, ale tak naprawdę Narcyz jest, według wszelkich możliwych kryteriów, herosem. Jego matką – co częste zarówno w przypadku bogów, jak i śmiertelnych – była nimfa Leiriope, bytująca w okolicy miasta Tespie w Beocji, niedaleko Teb. Jej historia jest bardzo typowa dla opowieści o nimfach – porwana i poślubiona przez boga (w tym przypadku boga rzeki), urodziła mu syna, właśnie Narcyza. Warto jednak na moment zastanowić się nad jej imieniem.

Leirioipe (greckie Λειριóπη) zawdzięcza swoje imię roślinie – a może roślina jej, tego nie udało mi się ustalić, w moich krótkich poszukiwaniach, na pewno. Wiadomo jednak, że już Grekom jej imię kojarzyło się ze słowem leirion (λείριον), wieloznacznym, ale związanym w w pismach starożytnych botaników z konkretnymi kwiatami.

Co to dokładnie jest leirion? Cóż, zapewne – według Teofrasta, wybitnego botanika i ucznia Arystotelesa – jeden z trzech kwiatów ukazanych poniżej (2).

1280px-Lilium_candidum_1Narcissus-tazetta-2014-Zachi-Evenor800px-Narcissus_serotinus5656

Na ilustracjach od lewej: lilia biała (Lilium candidum), narcyz wielokwiatowy (Narcissus tazetta), Narcissus serotinus. Zdjęcia, od lewej: 1. Autor: Stan Shebs, zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons na licencji GNU Free Documentation License. 2. Autor: Zachi Evenor, zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons na licencji Creative Commons Attribution 3.0 Unported 3. Autor: nanosanchez, zdjęcie z zasobów Wikimedia Commons w domenie publicznej.

Widać wyraźnie, że przynajmniej dwa z tych kwiatów to nic innego jak narcyzy – tylko ten pierwszy to popularny gatunek lilii. Samo imię Leiriope znaczy „o twarzy jak kwiat leirion. Powstaje oczywiście pytanie, co to znaczy. Jasna? Piękna? A może raczej – jak wskazuje popularny w kilku miejscach Europy przesąd, każący widzieć w narcyzach kwiaty żałobne – zwrócona ku ziemi, smutna? Kwiaty i matki, i syna postrzegano jako żałobne właśnie ze względu na to, że mają opuszczone główki. W tradycji greckiej, oczywiście, dokłada się do tego rola narcyza w epizodzie porwania Persefony (o czym parę słów poniżej).

Wiemy już więc co nieco o matce Narcyza. Jego ojcem natomiast był bóg płynącej w pobliżu rzeki, Kefissos. Rzeka Kefissos – ta beocka, w Grecji jest jeszcze kilka innych – wypływa z północno-zachodniego zbocza Parnasu w okolicach miejscowości Lilea (jej nimfa, Lilaia, uchodziła za córkę rzecznego boga). W czasach klasycznych Kefissos uchodził do jeziora Kopais, znanego z licznych anegdot starożytnych jako źródło najlepszych węgorzy w Grecji. Kiedy jednak pod koniec XIX wieku zaczęto osuszać to jezioro (akcję zakończono ostatecznie dopiero po II wojnie światowej), wody Kefissosu skierowano do sąsiedniego jeziora, zwanego w starożytności Hylike (dzis. Iliki).

Kefissos był bogiem rzeki, a więc synem pradawnych wodnych bóstw, Okeanosa i Thetys, symbolizujących wody słone i słodkie. Jako rzeczne bóstwo, zapewne byłby przedstawiony podobnie do wyobrażeń swych braci, innych rzecznych bóstw: jako brodaty mężczyzna, czasem z rogami, czasem z ciałem byka lub morskiego smoka.

Z36.2Euphrates

Bóg rzeki Eufrat, rzymska mozaika z miejscowości Zeugma, ok. Ii w. n.e.; zdjęcie z zasobów strony www. theoi.com. Wizerunek Kefissosa byłby zapewne dość podobny ikonograficznie.

Narcyza nasze źródła mitologiczne wymieniają jako jedynego syna tej pary, choć zgadzają, że Kefissos miał, z innymi małżonkami czy kochankami, także i inne dzieci. Nas tu jednak zdecydowanie interesuje to jedno konkretne.

Narcyz kojarzy się nam jednoznacznie – z człowiekiem, który zapatrzył się we własne odbicie w wodzie i umarł z miłości do siebie samego. Mitologia tymczasem wcale nie jest w kwestii jego losów taka oczywista.

Po pierwsze, wróćmy na chwilę do postaci na nowo odkrytym fresku. Kim jest młodzieniec? Nie wiemy. A co tu robi piesek? To proste – źródła mitologiczne często przedstawiają Narcyza jako młodego i dzielnego myśliwego, a ni przecież często przemierzają zagajniki i wzgórza w towarzystwie ulubionych psów.

Owidiusz opisuje Narcyza jako doskonale pięknego: o dłoniach jak Dionizos i lokach jak Apollo, z idealną, jasną skórą; gładkie policzki i różane rumieńce na śnieżnej twarzy dopełniają obrazu urody idealnej – choć, w greckich kanonach, bardziej dziewczęcej niż męskiej. Porównania do Apollina i Bachusa też nie są przypadkowe – ci dwaj bogowie bywają przecież często pokazywani jako obdarzeni delikatną, subtelną urodą i przekraczający konwencje prosto rozumianej męskości i kobiecości. Ci idealni młodzieńcy i konwencje ich ukazywania w literaturze i sztuce to jest w ogóle osobny temat na dyskusję, mocno przekraczający granice jednego wpisu – zwłaszcza wpisu na inny temat…

S12.2Dionysos

Dionizos, ukazany jako młodzieniec o subtelnej urodzie. Rzymska kopia greckiego oryginału, II w. n.e. Ilustracja z zasobów strony www.theoi.com

Przywykliśmy, za sprawą Owidiusza, łączyć dzieje Narcyza ze smutnym losem zakochanej w nim bez wzajemności nimfy Echo. Rzeczywiście, opis w III księdze jego Mefamorfoz (w. 339 – 509) jest niezwykle barwny i efektowny. Pokazuje nam nimfę, pozbawioną już głosu przez Junonę (za plotkowanie, krótko mówią), usiłującą za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę obojętnego Narcyza. Echo nie jest jednak jedyną postacią, kojarzoną z zakochaniem w nieczułym synu Leiriope. Przekazana przez kilka źródeł opowieść widzi początek nieszczęść Narcyza w odrzuceniu przez niego uczuć młodzieńca Ameiniasa. Zmęczony niechcianymi zalotami, Narcyz posłał Ameiniasowi prezent – miecz. Zalotnik zrozumiał po swojemu, o co chodziło – poszedł pod dom Narcyza i na jego progu przebił się mieczem, ściągając na chłopaka karę bogów.

No cóż, każdy i każda, kto choć raz był obiektem czyichś nachalnych i niechcianych zalotów, może poniekąd zrozumieć w tej sytuacji Narcyza – choć może niekoniecznie posunie się aż do posłania nagiego miecza w sugestywnym prezencie. Starożytni jednak widzieli w tego rodzaju postępowaniu obrazę bogów, a konkretniej – Afrodyty i jej towarzyszy. Narcyza nie mogła minąć za to kara. Wiecie, że tak zacytuję z zupełnie nie antycznego źródła: Kto nie dotknął ziemi ni razu / ten nigdy nie może być w niebie; yup, Narcyz jest jak ta Zosia od baranka w II części Dziadów, upraszczając.

Ale może jednak było inaczej? Może Narcyz wcale nie zakochał się sam w sobie? Grecki pisarz Pauzaniasz, autor Wędrówki po Helladzie, czegoś w rodzaju pierwszego przewodnika po Grecji (II w. n.e.) pisze, że Narcyz miał identyczną siostrę-bliźniaczkę i że po jej śmierci to z miłości do niej – czy to braterskiej, czy wręcz przeciwnie, romantycznej – wpatrywał się aż po śmierć we własne oblicze; wyobrażał sobie bowiem, że to nie siebie, a ją tam widzi.

450px-Narcissus-Caravaggio_(1594-96)_edited

Narcyz Caravaggia (1597-99), zapatrzony w siebie – jedyną rzecz, widoczną w jego świecie. Domena publiczna.

Niezależnie od tego, jak było, Narcyz umarł. Zabił się mieczem klęcząc nad źródłem-zwierciadłem, albo wpadł do wody i utonął, albo rozpłynął się w jego wodach, znikając ze świata. Pozostał po nim jedynie kwiat nazwany jego imieniem.

No i tu mamy problem jeszcze większy, niż z matką Narcyza, bo – choć używamy słowa „narcyz” na co dzień, to niekoniecznie wiemy, jaki konkretnie kwiat w Grecji oznaczało. Samo słowo, jak twierdzą niektórzy uczeni, jest wyraźnie niegreckie, przedindoeuropejskie, i raczej na pewno oznacza kwiat, kojarzony ze smutkiem i żałobą. One tak mają, te rośliny powstałe z ciał i krwi pięknych, tragicznie zmarłych chłopców: fiołki Attisa składane zmarłym w ofierze, miłki Adonisa, czerwone jak przelana krew, hiacynt (a może raczej irys lub ostróżka), naznaczony, według Greków, znamieniem w kształcie liter AI, okrzyku bólu, na pamiątkę śmierci Hyakinthosa, żałobny cyprys Kyparissosa… i narcyz, który zerwała Kora tuż przed tym, jak Hades porwał ją w zaświaty, do krainy zmarłych. Narcyz, ze schyloną ku ziemi w geście żałoby głową.  Ale jak do końca ten grecki narcyz wygląda, którą roślinę nazywa – tego do końca nie wiemy.

Mit o Narcyzie fascynował odbiorców przez kolejne pokolenia. Syn Kefissosa był i tematem dla artystów, i symbolem próżności (jako bohater umoralniających opowiastek o niebezpieczeństwach płynących z nadmiernego podziwiania samego siebie), i symbolem licznych grzechów (z – w sumie przewidywalnie – masturbacją na czele), a także – znaczącym modelem dla opisu młodzieńca idealnego w kontekście homoseksualnego pożądania (przecież Dorian Grey to, jako żywo, anty-Narcyz, choć tak samo w sobie zakochany). Dobrała się do jego mitu również psychologia, i to jeszcze przed Sigmundem Freudem, dzięki czemu na kartach poradników (i powieści kryminalnych…) co rusz to spotykamy opisy narcyzów i skutków ich zachowania….

1199px-John_William_Waterhouse_-_Echo_and_Narcissus_-_Google_Art_Project

John William Waterhouse, Echo i Narcyz, olej na płótnie, 1903, obecnie w Walker Art Gallery w Liverpoolu. Domena publiczna.

Z Owidiuszowej wersji opowieści o Narcyzie można by również wyciągnąć paradoksalny filozoficzno-życiowy wniosek. Kiedy Leirope pyta wieszcza, czy jej syn dożyje szczęśliwej starości, słyszy zaskakującą odpowiedź: si se non noverit, jeśli sam siebie nie pozna. Może więc kluczem do szczęścia jest nie zastanawiać się zbyt wiele nad sobą i nie patrzeć za często do lustra?

 

1) Na co dzień autorka wspaniałego bloga Following Hadrian

2) Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że mamy też jeszcze jedną roślinę, zupełnie współcześnie nazwaną liriope, z podrodziny myszopłochowatych (nie mogłam sobie odmówić użycia tej nazwy!)

Warto przeczytać:

Owidiusz, Metamorfozy, ks. III, przeł. Anna Kamieńska, Stanisław Stabryła (wiele wydań)