Pogromcy mitów: starożytność i seksualność

Po raz tysiąc pięćset sto dziewięćsetny w tym roku wpadłam na kogoś, kto się myli w Internecie. Myli się, konkretnie, dyskutując o jednym temacie – seksualności i szeroko pojętych kwestii genderowych w starożytności. Ja, niestety, jestem z tych, którzy nie będą spać, póki nie sprostują, więc – niech ja może napiszę krótki wpis na ten temat, co?

Zaznaczmy może na początku jedną rzecz: to jest wpis edukacyjny, nie naukowy. Wiele rzeczy uprości, pominie jednostkowe i nietypowe przykłady, a także nie będzie odnosić się do najnowszej dyskusji naukowej; od tego wszystkiego są specjalistyczne, fachowe publikacje. Ta notka natomiast ma charakter wprowadzająco-orientujący i jej celem jest, po pierwsze, poukładać pewne fakty, po drugie – zwalczyć kilka mitów. Ha, może w ogóle będzie ona notką założycielską nowego cyklu, w którym będę wojowała z powszechnie znanymi memami o antyku, które są nieprawdziwe?

W każdym razie: oto dziewięć (no, powiedzmy) popularnych mitów o związkach i relacjach homoseksualnych w antyku grecko-rzymskim, ocenione i zdemaskowane. Dajcie znać, o czym chcecie ewentualny następny wpis Pogromczyni Mitów 😀 .

  1. W STAROŻYTNOŚCI ZWIĄZKI HOMOSEKSUALNE BYŁY/ NIE BYŁY AKCEPTOWANE, CZASY ANTYCZNE BYŁY PIEKŁEM/ RAJEM DLA OSÓB HOMOSEKSUALNYCH.

NIE. I jeszcze raz; NIE. Tak, dobrze czytacie, niezależnie od tego, jaką wersję wybierzemy, odpowiedź ciągle brzmi: NIE.

 Dlaczego? Ano dlatego, że w tym przypadku, podobnie jak w wielu, wielu innych, nie można mówić o czymś takim jak „starożytność”, nawet jeżeli (trochę w sumie bezsensownie) zawęzimy ją do Grecji i Rzymu oraz terenów przez te cywilizacje podbitych. Zauważcie: mowa o obszarach od dzisiejszej Austrii / Słowacji po Hiszpanię i od Brytanii po południe Egiptu, plus spory kawałek Azji, Bliski Wschód itd. Oraz o czasach od , powiedzmy, 1200 p.n.e. do połowy VI w. n.e. NIE MA SZANS, żeby wszędzie i zawsze sprawy wyglądały tak samo!

2c4a976c746d96681f77bbcbcbfb53e9.png

Imperium Rzymskie – największy zasięg terytorialny.

No i nie wyglądały. W klasycznych Atenach (VI – IV w. p.n.e., także później) całkowicie akceptowana i usankcjonowana społecznie była relacja między wolno urodzonym młodzieńcem (nie mającym jeszcze pełni praw obywatelskich) a starszym o kilkanaście lat wolnym obywatelem, ale już relacja dwóch takich wolnych dorosłych obywateli  była co najmniej dyskusyjna i mogła narazić przynajmniej jednego z uczestników na problemy, a już na pewno – na kpiny i wyśmianie. W Rzymie za próbę uwiedzenia wolno urodzonego chłopaka miało się poważne kłopoty z prawem (podobnie jak za próbę uwiedzenia dziewicy z rodu obywatelskiego), ale nikogo nie dziwiło sypianie z własnym niewolnikiem ani pochwalne piosenki, sugerujące, że zwycięski naczelny wódz osobiście zgwałcił kilku wrogów, upokarzając ich tym i poniżając. W Macedonii czasów Filipa II normą były zarówno związki mężczyzn z młodzieńcami, jak i rówieśników (patrz – spisek paziów podczas rządów Aleksandra Wielkiego, gdzie ewidentnie jeden z chłopaków zaczął knuć, bo jego kochanek-kolega z tego samego korpusu jeszcze oficjalnie niedorosłych chłopców został znieważony przez króla; long story). W podbitej przez Greków Judei kochankom płci tej samej zasadniczo groziła śmierć niezależnie od wieku; surowe kary groziły też w chrześcijańskim wczesnym Bizancjum. W greckich miastach Azji Mniejszej Safona mogła pisać miłosną poezję do dziewcząt, w Rzymie z kolei w czasach cesarstwa lesbijek się bano i brzydzono się nimi.
Sama czasem używam pojęcia „w starożytności” (i będę go używała tu w nagłówkach), ale zawsze ze świadomością, że należy zaznaczyć, o jakim miejscu/czasie mowa w podawanych przykładach.

  1. ORIENTACJĘ SEKSUALNĄ ROZUMIANO WÓWCZAS PODOBNIE, JAK MY JA ROZUMIEMY DZIŚ.

RACZEJ NIE. Tu sprawa jest ogromnie skomplikowana, dowody, jakie mamy z czasów grecko-rzymskich – niejednoznaczne, a dyskusje uczonych – zawzięte. Gdyby chcieć sprawę podsumować, pewnie  byłoby tak.
Po pierwsze, ważniejsze od tego, z kim uprawiasz seks, jest to, jak go uprawiasz. Dla wszystkich kultur, o których mowa, istotne było poczucie, że każdy związek jest wyraźnie hierarchiczny: mężczyzna ma w nim, z natury, wyższą pozycję. W przypadku kobiet  – żon, konkubin, kochanek, prostytutek – wiązało się to z głębokim, dzielonym przez ogromną większość społeczeństwa w każdym z tych okresów poczuciem, że kobieta jest istotą od mężczyzny niższą, mniej doskonałą; nigdy, tak naprawdę, w pełni nie dorasta i zawsze potrzebuje jakiegoś rodzaju kontroli. Wiążą się z tym idee czynnej i biernej roli seksualnej: ta pierwsza jest jak najbardziej OK w zasadzie niezależnie od tego, kto jest partnerem. Ta druga jest typowa dla kobiety, a więc – OK dla kobiety, ale nie dla drugiego mężczyzny, bo go do roli kobiecej sprowadza (Rzymianie używali na to określenia muliebria pati, „znosić to, co przystoi kobiecie”). Ten podział w związku uchodzi za sztywny: jeden z partnerów zawsze jest czynny, drugi – zawsze bierny. Ten bierny jest więc narażony na utratę męskości i wpisanie się w rolę kobiecą: OK, jeśli nie jest w pełni mężczyzną-obywatelem (np. jest za młody i nie przeszedł jeszcze inicjacji, jest cudzoziemcem, wyzwoleńcem, niewolnikiem itd.), nie OK, jeżeli te kobiece cechy przejmuje Prawdziwy Mężczyzna: wolny, politycznie aktywny obywatel. Kobieta obywatelem z pełnią praw nie jest: czy więc może być nim mężczyzna, który dobrowolnie jak kobieta się zachowuje? Skandaliczność Heliogabala nie polegała na tym, że miał harem mężczyzn-niewolników: polegała, w tym konkretnym przypadku, na tym, ze nie ukrywał faktu, że traktuje ich jak swoich mężów, nie żony, by użyć antycznej formuły (to był BTW tylko jeden skandal obyczajowy z H. w roli głównej, było ich więcej i komplikował je fakt, że H. bardzo prawdopodobnie był transkobietą – ale to temat na osobną notkę).
Dodajmy jednak, że zdarzało się, że typowe etykietki i zachowania nie działały: w Rzymie w I w. p.n.e./I n.e. zarówno wokół Juliusza Cezara, jak i wokół Oktawiana Augusta krążyło mnóstwo plotek o romansach z innymi mężczyznami, w których oni mieliby odgrywać bierną rolę (złośliwcy, robiąc aluzję do związku Cezara z Nikomedesem, królem Bitynii, nazywali boskiego Juliusza „królową”, a Katullus ponoć określił go jako „męża wszystkich żon i żonę wszystkich mężów w Rzymie”). Reputacji wielkiego wodza (Cezar) i wielkiego polityka (August), jakimi się cieszyli, wcale to jednak nie zaszkodziło.

800px-Augustus_Bevilacqua_Glyptothek_Munich_317.jpg

Portret Oktawiana Augusta, tak zwany August Bevilacqua, I w. n.e., obecnie w Gliptotece w Monachium. Źródło: Wikipedia.

Po drugie, oczywiście, że mamy przypadki mężczyzn zainteresowanych wyłącznie płcią przeciwną albo wyłącznie tą samą (na przykład Platon, w tym ostatnim przypadku), ale w ogromnej większości mamy do czynienia z zachowaniami biseksualnymi. Taki młody Ateńczyk, nazwijmy go Lizjasz, byłby, jako 14-15-latek z rodziny obywatelskiej, obiektem zainteresowania około trzydziestoletnich mężczyzn z tej samej sfery. Miałby spore szanse zostać kochankiem jednego z nich. Ten romans skończyłby się i zamienił w przyjaźń, kiedy Lizjasz skończyłby plus minus 18 lat/ przeszedł do kategorii dorosłych. Wtedy, po służbie wojskowej itd., kiedy to jego życie seksualne skupiałoby się na niewolnicach/ prostytutkach/ konkubinach, Lizjasz, już szacowny obywatel z karierą i prawami, z dużym prawdopodobieństwem zrobiłby dwie rzeczy – znalazł sobie 13-14 -letnią żonę oraz kochanka z własnej sfery w podobnym wieku i w ten sposób zamknął tę wersję kręgu życia :D.
Po trzecie – wracając do osób o wyraźnie homoseksualnej tożsamości: są teorie, głoszące, że przynajmniej w Rzymie mamy do czynienia z grupą, której tożsamość i ekspresja zbudowane było wokół kwestii homoseksualności. Widzi się taką grupę w tak zwanych cinaedii. Samo to słowo ma zwykle wydźwięk pejoratywny (cinaedus, gr. kinaidos znaczy tyle, co „kręcidupa”) i denotuje mężczyzn, biernych homoseksualistów o wyraźnie kobiecej ekspresji (polscy tłumacze zwykle tłumaczą ten termin słowem „ciota”). Ze względu na jednolitość opisów cinaedii i ich cech część badaczy chce widzieć w nich grupę, definiującą się przez stricte homoseksualną orientację rozumianą współcześnie, choć, jak zwykle w kwestii socjologicznych ujęć dawnych społeczeństw, sprawa jest skomplikowana.

  1. FAJNIE BYŁO BYĆ GEJEM W ATENACH.

NIEKONIECZNIE. Po pierwsze, nie użyłabym słowa „gej”, mówiąc o tamtych czasach: za mocno jest ono umocowane w kulturze i koncepcjach XX-XXI-wiecznych. Natomiast, jak już pisałam w punkcie 1, bycie osobą homoseksualną w Atenach niekoniecznie musiało być aż tak dobre, jak się niektórym naiwnym entuzjastom wydaje. Po pierwsze, jeżeli było się osobą niewolną, to w zasadzie nie miało się nic do powiedzenia w kwestii własnego losu – kogo obchodziło, że niewolnica nie jest seksualnie zainteresowana mężczyznami, jeśli pan postanowił ją zgwałcić albo zatrudnić jako prostytutkę? Po drugie – pisałam już wyżej o hierarchiach i o ich społecznym znaczeniu. Był taki grecki tragik, Agaton, ponoć znakomity (niestety, nie znamy jego sztuk, nie zachowały się do naszych czasów), uważany za czwartego po Ajschylosie, Sofoklesie i Eurypidesie; z tym ostatnim się zresztą przyjaźnił. Agaton złamał ateńskie konwencje i pozostał przez całe życie partnerem swojego kochanka z młodości, Pauzaniasza. Oberwał za to w komedii, która ukazuje tego – słynnego z niezwykłej urody i elegancji – poetę jako zniewieściałego, manierycznego, histerycznego typa, co ma dość ewidentny związek z jego życiowymi wyborami.
Z drugiej strony – miłość homoseksualna była traktowana jako najwyższe i najczystsze z uczuć, pozbawione interesowności (= posag plus konieczność spłodzenia potomstwa), jaką kojarzono z małżeństwem. Szukasz greckiego przykładu heroizmu i szlachetności? Masz sporą szansę dostać opowieść, w której w tle będzie miłość między dwiema osobami płci męskiej.

Tiranicidas_04

Harmodios i Aristogejton, tyranobójcy (którzy zabili tyrana Hipparcha  w roku 514 p.n.e. Harmodios i Aristogejton byli kochankami, a ich wzajemna miłość i lojalność sprawiły, że stali się modelami ateńskiej cnoty. Ta konkretna kopia sławnej rzeźby Kritiasa i Nesjiotesa znajduje się w Neapolu. Zdjęcie: Wikipedia.

  1. Z LESBIJKAMI BYŁO JAK W CZASACH KRÓLOWEJ WIKTORII: NIE DOSTRZEGANO ICH OBECNOŚCI.

I TAK, I NIE. W Rzymie w okresie cesarstwa gardzono nimi i raczej się ich obawiano, wpisując je zresztą w tę samą dychotomię bierny – czynny; uznawano więc, że jedna z partnerek musi uzurpować sobie nienaturalną rolę męską, podczas gdy druga pozostaje w typowej dla siebie roli kobiecej. Stąd dzikie wizje lesbijek z wielkimi łechtaczkami w roli penisów, uwodzących i/lub gwałcących zarówno kobiety, jak i chłopców (panowie satyrycy okresu cesarstwa, na was patrzę!). Natomiast generalnie – zwłaszcza w klasycznych Atenach – problemu o tyle nie było, że kobiecą wierność definiowano w kontekście legalności ewentualnego potomstwa. Jeżeli pani domu miała w ginajkiejonie, żeńskiej części domu, niewolnicę-kochankę, to o tyle nie było to wielkim problemem, że kobieta z kobietą, w rozumieniu antycznym (ani Grecy, ani Rzymianie kwestią transpłciowości się nie interesowali w większym zakresie) w ciążę zajść nie mogła.

  1. W STAROŻYTNOŚCI NIKT SIĘ NIE PRZEJMOWAŁ KWESTIĄ WIEKU.

I TAK, I NIE. Z jednej strony, istniało głębokie przekonanie, że zarówno dziewczęta, jak i chłopców można adorować jedynie od (a w przypadku chłopców także i do) pewnego wieku; nie tyczyło się to bogów; w wierszyku poświęconym miłości do chłopców jeden z poetów pisze, że dziewięciolatków zostawia Zeusowi, co jest aluzją do jednego z wariantów mitu o Ganimedesie). Za właściwy wiek do adorowania młodzieńca uważano 14-18 lat, a definitywny koniec atrakcyjności sygnalizowało pojawienie się u chłopka zarostu. Z drugiej – te wszystkie obostrzenia i zasady nie dotyczyły niewolników; kto chce naprawdę paskudną historię, niech sobie poszuka opowiastki o Tyberiuszu na Capri i jego „rybkach”…

  1. W STAROŻYTNOŚCI NIKT SIĘ NIE PRZEJMOWAŁ KWESTIĄ ZGODY DRUGIEJ STRONY.

NIESTETY TAK, to zdanie jest prawdziwe. Oczywiście, mogły istnieć wyjątki: absolutnie nie można wykluczyć sytuacji, w której między danymi osobami istniałaby jakaś relacja, oparta na wzajemnym zaufaniu i zgodzie na seks, ale generalnie zwłaszcza literatura mówi nam wyraźnie: chłopcy i kobiety, zwłaszcza te ostatnie, niewiele mieli do powiedzenia, jeżeli mężczyzna-zdobywca postanowił ich seksualnie wykorzystać. Klasycznym toposem jest przecież porwanie, napad, podstępne uwiedzenie obiektu uczuć.
Kultury greckie i rzymskie skupione są mocno wokół mężczyzny, bardzo patriarchalne, i stosunek do kwestii konsentu związany jest właśnie z tą ich naturą. Jednocześnie tak mity, jak i anegdoty historyczne pełne są opowieści o nimfach i dziewczynach uciekających w przemianę przed niechcianymi zalotami i o samobójstwach zgwałconych chłopców i dziewcząt (szkoda, że nie zachował się mówiący o tym właśnie dramat Eurypidesa Lajos…). Brak założenia, że chęć seksu musi być obustronna i jednocześnie że wola mężczyzny jest święta nie oznacza, że wybrane przez niego per fas et nefas osoby nie będą protestować.

  1. W STAROŻYTNOŚCI NIE ZASTANAWIANO SIĘ NAD KWESTIĄ TRANSEKSUALNOŚCI, INTERSEKSUALNOŚCI ITD.

NIE DO KOŃCA. Istniała świadomość istnienia osób nie mieszczących się w dychotomii męskie-żeńskie. Bóstwa przekraczające te granice (Afrodyta i jej męska postać, Afrodytus) i postacie zmieniające płeć (wiem, jaka jest poprawna terminologia, tu opisuję zjawisko tak, jak widzieli je starożytni), jak wieszcz Tejrezjasz – przemieniony w kobietę (został wtedy matką wieszczki Manto), a potem z powrotem w mężczyznę – czy herosi Ceneus lub Ifis (obaj urodzeni jako kobiety i przemienieni z mężczyzn z woli bogów) pojawiają się w mitologicznych opowieściach. Jest także jeszcze inna postać, Hermafrodyt, syn Afrodyty i Hermesa. Napadła go nimfa i zażądała od bogów, by nigdy już nie pozwolili im się rozdzielić – tak oto Hermafrodyt stał się, według Greków i Rzymian, istotą dwupłciową, jednocześnie kobietą i mężczyzną.

557px-Anasyromenos_statuette,_Rome_art_market

Afroditus, figurka rzymska.

Z anegdot znane są opowieści o kobietach, które zyskiwały pełnię praw po tym, jak w dorosłym wieku wyrosły im męskie narządy płciowe – kwestia fizycznej budowy jest bowiem dla Greków i Rzymian głównym wyznacznikiem płci. Wspomniany wcześniej Heliogabal miał zaoferować swoją wagę w złocie czarownikowi, który zdoła przemienić go w kobietę. W Rzymie z kolei narodziny interseksualnego dziecka oznaczały fatalny omen – w efekcie takie nieszczęsne niemowlę topiono (albo wrzucano w skrzyni do wody, co się równało dokładnie temu samemu).
Nieoczywisty był status eunuchów – ich pozycję prawna (zwłaszcza w późniejszym cesarskim Rzymie) ustawy regulowały dość jasno, ale co do rozumienia ich płci nie było zgody – Katullus, pisząc o Attisie, który w boskim szale dokonał autokastracji, używa na zmianę form męskich i żeńskich.

  1. W STAROŻYTNOŚCI NIE BYŁO MAŁŻEŃSTW HOMOSEKSUALNYCH.

W ZASADZIE NIE. Małżeństwo rozumiano jak związek mężczyzny i kobiety, czasami kobiet, zasadniczo o tej samej pozycji społecznej, zawarty zasadniczo dla kontynuacji rodu, celów politycznych oraz majątkowych. Bywały, choć nieczęste, małżeństwa poligamiczne (zwłaszcza w rodach królewskich), bywały dość często obok małżeństw oficjalne konkubinaty, bywały różne typy i rodzaje małżeństw, dość powszechnie w wielu kulturach praktykowano rozwody. Istniały jednak również pewne formy sankcjonowania związków męsko-męskich. Na Krecie w czasach klasycznych praktykowano pozorowane „porwania” ukochanych chłopców (to akurat zwykle było pozorowane i umówione z chłopakiem i jego rodziną), niemal identyczne, jak analogiczne „porwania” panien młodych. Ateńskie związki pederastyczne także traktowane były do pewnego stopnia społecznie usankcjonowane. Żadne z nich jednak, powtórzmy, nie miało ściśle charakteru małżeństwa.
Neron i Heliogabal poślubili oficjalnie swoich kochanków (Neron nawet dwóch, raz odegrał rolę męża, raz – żony), ale ich zachowania spotkały się z ostrą reakcją społeczną i zostały uznane za skandale obyczajowe.

  1. MIŁOŚĆ PLATONICZNA BYŁA PLATONICZNA.

AKURAT.

No nie, nie była; ba,  nawet to, co Kenneth J. Dover pisze o seksie z młodzieńcami (że zadaniem młodzieńca  było nie reagować na seksualne awanse, nie odczuwać przyjemności, a przynajmniej jej nie okazywać) chyba nie do końca jest prawdziwe w świetle dowodów ze sztuki i literatury. W ogóle kwestia tego co, gdzie i kiedy jest OK/ nie OK, jak chodzi o pozycje seksualne, jest mocno skomplikowana (w Rzymie w całej jego historii nie ma np. chyba bardziej hańbiącej czynności niż wykonywanie sekus oralnego…).

  1. JEST JESZCZE TAKI PROBLEM…

No więc jeśli jakiś jest, to czekam na pytania w komentarzach 😊